11.10.2008  
Goniec Polski
Chat - Goniec Polski
Chat
Forum - Goniec Polski
Forum
Blog - Goniec Polski
Blogi
Skrzynka e-mail
E-mail 2 GB
Login: Hasło:
Nie masz konta? Załóż je teraz!

Londyn to miejsce na inspiracje

2008-10-02 10:56:32
Aktualizacja: 2008-10-07 17:16:16
Londyn to miejsce na inspiracje

Rozmowa z Tomaszem Rygalikiem, jednym z najlepszych polskich projektantów, pracownikiem Royal College of Art w Londynie.

Niedawny Poland Street Underground już po raz drugi zgromadził w Londynie polskich artystów. Impreza odbywała się równolegle do London Design Festival, co było doskonałą okazją do zaprezentowania twórczości jednego z najlepszych polskich projektantów. 32-letni Tomasz Rygalik pochodzi z Łodzi. Przez dwa lata studiował na Politechnice Łódzkiej. Później otrzymał stypendium Pratt Institute w Nowym Jorku i tam poznawał tajniki projektowania. Pięć lat temu przyjechał do Londynu i związał się z Royal College of Art. Najpierw jako student, a z czasem jako pracownik tej uczelni.

Filip Cuprych: Pamiętasz kiedy po raz pierwszy zaświtała Ci w głowie myśl, żeby zająć się projektowaniem, że to właśnie będzie Twój sposób na życie?
Tomasz Rygalik: Już w dzieciństwie bacznie obserwowałem mojego ojca, który w garażu czy w piwnicy budował najróżniejsze przedmioty codziennego użytku, kiedy po prostu nie można ich było kupić w sklepach. Bardzo mi się to podobało, ale nie przypuszczałem wtedy, że kiedykolwiek będę robić to samo zawodowo. To, co robił tata, wynikało przede wszystkim z powszechnego niedostatku. Ale obserując go nauczyłem się, że praktycznie ze wszystkiego można zrobić wszystko. Pamiętam, że kiedyś zrobił kosiarkę do trawy z silnika od pralki Frania i miski, robił kinkiety z kory. Oczywiście, wtedy to nie miało nic wspólnego z tak popularnym dzisiaj „designem”, ale z tym, że coś było potrzebne, a tego nie było. I to było moje pierwsze zetknięcie z tego typu twórczością. Nigdy nie myślałem też, żeby studiować na ASP, bo po prostu nigdy do tego środowiska nie pasowałem. Nie czułem tego. Najpierw studiowałem architekturę i muszę przyznać, że to był bardzo dobry wybór. Z czasem przeniosłem się na studia w Nowym Jorku i tam dopiero zobaczyłem, że projektowanie to nie tylko budynki, ale też codzienne przedmioty, samochody, ławki, rowery, dosłownie wszystko. I to mnie przekonało do tego, co robię obecnie.

Nowy Jork to połowa lat 90. i w dodatku stypendium. Nie każdy mógł wtedy cieszyć się takim „osiągnięciem”.
Ja nawet nie miałem tam jechać na studia, ale jedynie na rok, żeby zobaczyć, jak wygląda tam praca studenta na wyższej uczelni. Pojechałem na zasadzie wymiany kulturalnej. Bardzo mi odpowiadało to, w jaki sposób prowadzone były zajęcia, tok pracy, mnogość zajęć i tematów. Ta uczelnia jest jak gdyby „pomieszaniem” politechniki i szkoły artystycznej. Postanowiłem eksperymentować z różnymi dziedzinami, takimi jak industrial design, z modą, a przecież wcześniej w ogóle nie brałem tego pod uwagę. Z czasem dostałem też pracę na uczelni. Co prawda tylko dwadzieścia kilka godzin w tygodniu, ale pomogło mi to trochę w utrzymaniu się. Udało mi się też zdobyć pracę w kilku nowojorskich firmach zajmujących się projektowaniem. Moim zadaniem było projektowanie właśnie przedmiotów codziennego użytku: od mebli, przez zabawki, artykuły RTV, AGD. To też mi sie niezmiernie podobało, bo nie było w tym żadnej nudy, żadnej monotonii. No, ale w pewnym momencie zdecydowałem się przyjechać po prostu bliżej domu.

I londyński Royal College of Art był jedyną uczelnią, którą brałeś wtedy pod uwagę?
To też nie jest tak, że sobie upatrzyłem RCA i koniecznie musiałem właśnie tutaj studiować. Nawet nie planowałem dalszej nauki, bo miałem świadomość tego, że już po Nowym Jorku i już po doświadczeniach zawodowych, wiedziałem, co i jak mam robić. Nauczyłem się bardzo wiele. Ale któregoś razu wpadła mi w ręce książka z pracami 100 uznanych projektantów z całego świata. Kiedy ją czytałem i przeglądałem ich osiagnięcia i ich „CV”, zauważyłęm, że zdecydowana większość z nich miała na swoim koncie właśnie RCA - albo tu studiowali, albo tu pracowali, albo w jakikolwiek inny sposób otarli się o tę uczelnię. Pomyślałem wtedy, że to musi być jakieś szczególne miejsce, a przecież skoro mam równać, to tylko do najlepszych. Najpierw myslałem o tym, że jeśli mam być w Londynie, to pracować w jednej z firm o podobnym profilu do tych, w których pracowałem w USA. Chciałem też otworzyć w Londynie swoją firmę, ale czułem się wtedy na siłach. I wtedy pomyślałem, że ta uczelnia może mi pomóc w dalszej karierze zawodowej. I nie żałuję, że się na nią zdecydowałem. Pomogła mi nabrać pewności siebie, znaleźć moje miejsce i zacząć działać indywidualnie.

Skończyłeś RCA, zostałeś pracownikiem tej uczelni, ale czy to, czym się zjamujesz sam nazywasz sztuką?
Nie. Nie uważam się za artytę. Podstawowa różnica pomiędzy projektantem (za którego się uważam) a artystą polega głównie na tym, że artysta pracuje nad zadaniem, które sam sobie wyznacza. Wszystko powstaje w sferze jego inspiracji i zainteresowań. W stu procentach wynika z jego samego.W przypadku projektanta jest zupełnie odwrotnie. On odpowiada na wyzwanie, które wyznacza ktoś inny. Projektant musi zrealizować czyjeś konkretne zadanie. Niewątpliwie, nasz tryb pracy jest zbliżony do tego, co robią artyści, ale mimo to, nimi nie jesteśmy.

Czyli Ty jesteś projektantem, a Twój ojciec jest i był artystą?
(śmiech)... Nie, nie zgodzę się z tym. Oczywiście, mówimy o czasach, w których tworzył coś z czegoś. On po prostu swoimi pomysłami odpowiadał na konkretną potrzebę. Nie był domorosłym artystą. Tworzył to, co było potrzebne do rozwiązania konkretnego problemu. Jeśli budował kosiarkę do trawy, to nie dlatego, że miał jakąś taką wewnętrzną potrzebę. To była jego reakcja na konkretne zadania...

...Zadania, które wówczas „narzucało” państwo?
No, nie tyle państwo, co dokladnie powszechny niedostatek i puste półki w sklepach.

Czy naprawdę trzeba kończyć szkoły, żeby być projektantem? Czy może wystarczy mieć to w sobie, wiedzieć co chce sie robić, z czego i czy to w ogóle będzie komuś do czegokolwiek potrzebne?
Myślę, że tak naprawdę nie trzeba być wykształconym w tym kierunku. W odróżnieniu od innych dziedzin, gdzie specjalizacje są pożądane. Im mniej wyspecjalizowany projektant, tym lepszy, bo może spojrzeć na różne problemy, tematy w sposób bardzo otwarty, wielopłaszczyznowo, z wielu perspektyw. Dlatego uważam, że edukacja nie jest niezbędna. Jest jednak druga strona medalu. Warto być w stymulującym otoczeniu, którym z pewnością są szkoły. One skupiają ludzi o podobnych zainteresowaniach. W przeciwnym razie raczej trudno jest znaleźć motywację i pewnego rodzaju punkt odniesienia. Łatwo jest się zgubić w tym, co się robi. Szkoły, które ja skończyłem, bardzo mi pomogły w tym, żeby dowiedzieć się, co tak naprawdę chcę robić i zdobyć pewnego rodzaju bazę kontaktów i relacji, które mi w codzienniej pracy pomagają. Będąc w RCA człowiek przesiąka swego rodzaju eksperymentalnym myśleniem, które z czasem staje się najważniejszym narzędziem pracy. Szkoła jet po prostu ważna dla samorozwoju. Polecam szkoły, ale nie uważam, że są niezbędne.

Wiążesz swoją przyszłość z Londynem?
Chciałbym tutaj być przynajmniej jedną nogą. Na razie tak właśnie jest. Ale większość z tego co robię, odbywa się poza Londynem. To jest świetne miasto, jeśli chodzi o inspiracje. Ale jeśli chodzi o pracę i jej wydajność, Londyn jest strasznie trudnym miastem: drogim i wielkim. Nie jestem tu tak produktywny, jak w mojej rodzinnej Łodzi. Te dwa bieguny są mi potrzebne i dlatego chciałbym tutaj bywać, ale raczej nie zostanę tutaj na stałe.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Filip Cuprych - Goniec.com

Fot. Archiwum T. Rygalika