Trzy Victorie
2008-07-30 12:53:35
Aktualizacja: 2008-07-30 12:53:35
Trzy różne kobiety. Trzy różne pokolenia. Wspólne zamiłowanie do sztuki. Victoria &Albert Museum połączyło trzy zupełnie odmienne życiorysy. Chociaż wciąż są i tacy, którzy uznają muzeum za składowisko kurzu, misja bohaterek tego artykułu przynosi efekty. Polacy coraz częściej i liczniej tu zaglądają…
Pani Barbara Domańska przyjechała do Wielkiej Brytanii w 1946 roku. Jej mama pracowała dla Polskiego Czerwonego Krzyża, a ojciec był żołnierzem – niestety, nie mógł wrócić do Polski ze względów politycznych, więc zdecydował, że wspólnie z rodziną zostanie na Wyspach.
Pani Barbara pracuje w Victoria&Albert Museum jako wolontariusz. – Na początku byłam zatrudniona w kilku szkołach jako nauczycielka rysunku. Ale jakieś 15 lat temu rodzice przeprowadzili się do Londynu i od tego czasu to muzeum jest moim drugim domem.
Jolanta Woch przyjechała do Londynu w 1994 roku. Początkowo tylko na trzy miesiące, w celach zarobkowych. Jednak została do dziś. Tutaj zrealizowała swoje marzenia i rozpoczęła pracę w Victoria&Albert Museum. – Przez osiem lat prowadziłam swój biznes. Miałam firmę zajmującą się sprzątaniem biur. Musiałam skądś mieć pieniądze na to, żeby żyć, bo wtedy studiowałam projektowanie ceramiki i nie byłabym w stanie się tu utrzymać.
Najmłodsza z pań – Joanna Cielecka, przyjechała do Londynu dwa lata temu. Zaczęło się niewinnie. Była turystką, która chciała zwiedzić najróżniejsze muzea w Wielkiej Brytanii. Po ich obejrzeniu zamarzyła się jej praca w Victoria&Albert Museum. Przeszła niezbędne rozmowy kwalifikacyjne i dostała pracę.
Zarazić szacunkiem do sztuki
Wszystkie trzy panie łączy przede wszystkim niezwykły szacunek do sztuki i dziedzictwa kulturowego kraju, do którego rzucił je los. Ich wielkim marzeniem jest to, aby jak najwięcej Polaków korzystało z dobrodziejstw teatrów i muzeów.
– Obecnie w większości młodzi ludzie przyjechali tu, żeby nie tylko zarobić, ale także zobaczyć coś nowego, poznać kawałek świata. Tylko mała część z nich przybyła tutaj, żeby zarobić, nic nie wydawać i wrócić do domu z jakimiś większymi pieniędzmi – mówi pani Barbara.
Niemniej Polka nie kryje zadowolenia z faktu, że dość spora grupa młodych rodaków przynajmniej stara się chodzić do teatrów i muzeów, choć te pierwsze niekoniecznie należą do tanich atrakcji.
Co ciekawe, coraz liczniejsza grupa przybyszów znad Wisły odwiedza właśnie Victoria&Albert Museum.
– Przychodzą też ci Polacy, którzy pracują w muzeum. W dni wolne, zwłaszcza w niedziele, przybywają tu wraz ze swoimi rodzinami po to, żeby na spokojnie przejść się po salach wystawienniczych i po prostu spojrzeć na muzeum okiem zwiedzającego. Zatrzymać się, poczytać, na co nie zawsze jest czas w ciągu tygodnia – opowiada pani Jolanta Woch.
I choć zbiory, jakimi dysponuje Victoria&Albert Museum znalazły się w rękach narodu brytyjskiego, łagodnie mówiąc „przez przypadek”, to jednak nie jest źle.
– Dobrze, że znajdują się tutaj, bo w Wielkiej Brytanii są pieniądze na to, żeby o nie dbać – zaznacza Jolanta Woch.
Dodaje też, że te zbiory należy poniekąd traktować jak własne. Dlaczego?
– Bo każdy ma prawo je obejrzeć, poznać ich pochodzenie. Nie możemy wychodzić z założenia, że to do nas nie należy, więc nie musimy się tym interesować – zauważa słusznie pani Jolanta.
Zwiedzanie dla każdego
Młodzi Polacy z reguły posługują się językiem angielskim. Im znacznie łatwiej jest poruszać się po muzeum, odczytywać informacje zamieszczone przy gablotach i poszczególnych eksponatach. Starszym Polakom, którzy także licznie tu przyjechali, jest o wiele trudniej. Bo kiedy świat uczył się języka angielskiego, w Polsce obowiązywała nauka języka rosyjskiego.
– I właśnie niejednokrotnie młodzi ludzie są przewodnikami dla swoich rodziców czy starszych znajomych. To coś niesamowitego – mówi z uznaniem pani Jolanta.
Zdarza się też, że starsi Polacy sami przychodzą do muzeum, przeważnie w niedziele, ale nie znając języka, czują się zagubieni i wstydzą się nawet prosić o pomoc. A ta przecież jest na wyciągnięcie ręki.
To przede wszystkim z myślą o tych osobach pracujące w muzeum Polki postanowiły, że w każdą ostatnią niedzielę miesiąca, między godziną 14.15 a 15.15, będą organizować dodatkowe zwiedzanie „po polsku”. Odzew rodaków był natychmiastowy. W maju i czerwcu zjawiło się kilkadziesiąt osób.
– Wszędzie jest tak, że jedni interesują się kulturą, a inni tylko dobytkiem. Ale naprawdę duma mnie rozpiera, kiedy słyszę o tym, że coraz większa liczba osób korzysta z tego, co nam ten kraj i to miasto oferują – mówi pani Joanna.
Polka podczas codziennej pracy spotyka w muzeum także wielu Polaków. Nawet do sześciu grup dziennie. To turyści, którzy przychodzą zwiedzić słynne na cały świat Victora&Albert Museum.
– To grupy bardzo zróżnicowane wiekowo, a co najwspanialsze, są naprawdę zainteresowane naszymi zbiorami. Zawsze podchodzę, oprowadzam, opowiadam, jest naprawdę wspaniale… – zachwyca się polska przewodniczka.
„To nie jest miejsce pełne kurzu”
Samo muzeum również stara się przyciągnąć jak największą liczbę Polaków. Być może za jakiś czas zorganizowane zostaną nawet „polskie weekendy w muzeum” bądź polska „gwiazdka”. Plany atrakcji dla imigrantów znad Wisły już są. Trzeba tylko czasu, aby zamieniły się w czyn. To z kolei uzależnione jest od liczby Polaków odwiedzających muzeum i ich zainteresowania jego ofertą.
– Warto tu przyjść, bo to muzeum jest dla takich ludzi jak my. Zwyczajnych, a nawet takich o małej wiedzy. Ono jest po to, żebyśmy mogli poznać inne kultury, ich zabytki – mówi pani Barbara.
Jak sama przyznaje, w muzealnym klimacie Victoria&Albert Museum można się nawet rozsmakować.
– Dla mnie to muzeum jest czymś codziennym. Tak jak picie herbaty, a piję jej dużo – mówi z uśmiechem Barbara Domańska.
Pani Joanna zwraca też uwagę na fakt, że jakkolwiek nie traktować by muzeum, to zawsze jest to wyjątkowe miejsce. Victoria &Albert Museum jest potwierdzeniem tych słów. Tu bowiem odbywają się koncerty czy też najróżniejsze happeningi.
– To nie jest miejsce pełne kurzu. Oczywiście zdarza się, że praca bywa nudna, ale tak jest wszędzie. Tutaj naprawdę wiele się dzieje. I właśnie za to tak bardzo je lubię – mówi.
– To nie tylko miejsce, do którego się przychodzi, żeby wyłącznie chodzić i patrzeć. Tu naprawdę można się świetnie bawić. Dlatego serdecznie wszystkich zapraszamy – kończy Jolanta Woch.
Londyn jest miastem wielokulturowym i każda nacja ma takie sama prawa do poznawania światowego dziedzictwa kulturowego. Niestety, Victoria &Albert Museum nadal uważane jest za muzeum elitarne. Niemniej, brytyjski rząd, który sponsoruje działalność tej placówki, postawił jeden, prosty warunek: muzeum ma być dostępne dla każdego. A to oznacza, że wszyscy mają prawo do niego wejść i poznać jego zasoby. A ponieważ pracują w nim polskie przewodniczki, nie powinniśmy mieć już żadnych wymówek.
Filip Cuprych Goniec.com
Pani Barbara Domańska przyjechała do Wielkiej Brytanii w 1946 roku. Jej mama pracowała dla Polskiego Czerwonego Krzyża, a ojciec był żołnierzem – niestety, nie mógł wrócić do Polski ze względów politycznych, więc zdecydował, że wspólnie z rodziną zostanie na Wyspach.
Pani Barbara pracuje w Victoria&Albert Museum jako wolontariusz. – Na początku byłam zatrudniona w kilku szkołach jako nauczycielka rysunku. Ale jakieś 15 lat temu rodzice przeprowadzili się do Londynu i od tego czasu to muzeum jest moim drugim domem.
Jolanta Woch przyjechała do Londynu w 1994 roku. Początkowo tylko na trzy miesiące, w celach zarobkowych. Jednak została do dziś. Tutaj zrealizowała swoje marzenia i rozpoczęła pracę w Victoria&Albert Museum. – Przez osiem lat prowadziłam swój biznes. Miałam firmę zajmującą się sprzątaniem biur. Musiałam skądś mieć pieniądze na to, żeby żyć, bo wtedy studiowałam projektowanie ceramiki i nie byłabym w stanie się tu utrzymać.
Najmłodsza z pań – Joanna Cielecka, przyjechała do Londynu dwa lata temu. Zaczęło się niewinnie. Była turystką, która chciała zwiedzić najróżniejsze muzea w Wielkiej Brytanii. Po ich obejrzeniu zamarzyła się jej praca w Victoria&Albert Museum. Przeszła niezbędne rozmowy kwalifikacyjne i dostała pracę.
Zarazić szacunkiem do sztuki
Wszystkie trzy panie łączy przede wszystkim niezwykły szacunek do sztuki i dziedzictwa kulturowego kraju, do którego rzucił je los. Ich wielkim marzeniem jest to, aby jak najwięcej Polaków korzystało z dobrodziejstw teatrów i muzeów.
– Obecnie w większości młodzi ludzie przyjechali tu, żeby nie tylko zarobić, ale także zobaczyć coś nowego, poznać kawałek świata. Tylko mała część z nich przybyła tutaj, żeby zarobić, nic nie wydawać i wrócić do domu z jakimiś większymi pieniędzmi – mówi pani Barbara.
Niemniej Polka nie kryje zadowolenia z faktu, że dość spora grupa młodych rodaków przynajmniej stara się chodzić do teatrów i muzeów, choć te pierwsze niekoniecznie należą do tanich atrakcji.
Co ciekawe, coraz liczniejsza grupa przybyszów znad Wisły odwiedza właśnie Victoria&Albert Museum.
– Przychodzą też ci Polacy, którzy pracują w muzeum. W dni wolne, zwłaszcza w niedziele, przybywają tu wraz ze swoimi rodzinami po to, żeby na spokojnie przejść się po salach wystawienniczych i po prostu spojrzeć na muzeum okiem zwiedzającego. Zatrzymać się, poczytać, na co nie zawsze jest czas w ciągu tygodnia – opowiada pani Jolanta Woch.
I choć zbiory, jakimi dysponuje Victoria&Albert Museum znalazły się w rękach narodu brytyjskiego, łagodnie mówiąc „przez przypadek”, to jednak nie jest źle.
– Dobrze, że znajdują się tutaj, bo w Wielkiej Brytanii są pieniądze na to, żeby o nie dbać – zaznacza Jolanta Woch.
Dodaje też, że te zbiory należy poniekąd traktować jak własne. Dlaczego?
– Bo każdy ma prawo je obejrzeć, poznać ich pochodzenie. Nie możemy wychodzić z założenia, że to do nas nie należy, więc nie musimy się tym interesować – zauważa słusznie pani Jolanta.
Zwiedzanie dla każdego
Młodzi Polacy z reguły posługują się językiem angielskim. Im znacznie łatwiej jest poruszać się po muzeum, odczytywać informacje zamieszczone przy gablotach i poszczególnych eksponatach. Starszym Polakom, którzy także licznie tu przyjechali, jest o wiele trudniej. Bo kiedy świat uczył się języka angielskiego, w Polsce obowiązywała nauka języka rosyjskiego.
– I właśnie niejednokrotnie młodzi ludzie są przewodnikami dla swoich rodziców czy starszych znajomych. To coś niesamowitego – mówi z uznaniem pani Jolanta.
Zdarza się też, że starsi Polacy sami przychodzą do muzeum, przeważnie w niedziele, ale nie znając języka, czują się zagubieni i wstydzą się nawet prosić o pomoc. A ta przecież jest na wyciągnięcie ręki.
To przede wszystkim z myślą o tych osobach pracujące w muzeum Polki postanowiły, że w każdą ostatnią niedzielę miesiąca, między godziną 14.15 a 15.15, będą organizować dodatkowe zwiedzanie „po polsku”. Odzew rodaków był natychmiastowy. W maju i czerwcu zjawiło się kilkadziesiąt osób.
– Wszędzie jest tak, że jedni interesują się kulturą, a inni tylko dobytkiem. Ale naprawdę duma mnie rozpiera, kiedy słyszę o tym, że coraz większa liczba osób korzysta z tego, co nam ten kraj i to miasto oferują – mówi pani Joanna.
Polka podczas codziennej pracy spotyka w muzeum także wielu Polaków. Nawet do sześciu grup dziennie. To turyści, którzy przychodzą zwiedzić słynne na cały świat Victora&Albert Museum.
– To grupy bardzo zróżnicowane wiekowo, a co najwspanialsze, są naprawdę zainteresowane naszymi zbiorami. Zawsze podchodzę, oprowadzam, opowiadam, jest naprawdę wspaniale… – zachwyca się polska przewodniczka.
„To nie jest miejsce pełne kurzu”
Samo muzeum również stara się przyciągnąć jak największą liczbę Polaków. Być może za jakiś czas zorganizowane zostaną nawet „polskie weekendy w muzeum” bądź polska „gwiazdka”. Plany atrakcji dla imigrantów znad Wisły już są. Trzeba tylko czasu, aby zamieniły się w czyn. To z kolei uzależnione jest od liczby Polaków odwiedzających muzeum i ich zainteresowania jego ofertą.
– Warto tu przyjść, bo to muzeum jest dla takich ludzi jak my. Zwyczajnych, a nawet takich o małej wiedzy. Ono jest po to, żebyśmy mogli poznać inne kultury, ich zabytki – mówi pani Barbara.
Jak sama przyznaje, w muzealnym klimacie Victoria&Albert Museum można się nawet rozsmakować.
– Dla mnie to muzeum jest czymś codziennym. Tak jak picie herbaty, a piję jej dużo – mówi z uśmiechem Barbara Domańska.
Pani Joanna zwraca też uwagę na fakt, że jakkolwiek nie traktować by muzeum, to zawsze jest to wyjątkowe miejsce. Victoria &Albert Museum jest potwierdzeniem tych słów. Tu bowiem odbywają się koncerty czy też najróżniejsze happeningi.
– To nie jest miejsce pełne kurzu. Oczywiście zdarza się, że praca bywa nudna, ale tak jest wszędzie. Tutaj naprawdę wiele się dzieje. I właśnie za to tak bardzo je lubię – mówi.
– To nie tylko miejsce, do którego się przychodzi, żeby wyłącznie chodzić i patrzeć. Tu naprawdę można się świetnie bawić. Dlatego serdecznie wszystkich zapraszamy – kończy Jolanta Woch.
Londyn jest miastem wielokulturowym i każda nacja ma takie sama prawa do poznawania światowego dziedzictwa kulturowego. Niestety, Victoria &Albert Museum nadal uważane jest za muzeum elitarne. Niemniej, brytyjski rząd, który sponsoruje działalność tej placówki, postawił jeden, prosty warunek: muzeum ma być dostępne dla każdego. A to oznacza, że wszyscy mają prawo do niego wejść i poznać jego zasoby. A ponieważ pracują w nim polskie przewodniczki, nie powinniśmy mieć już żadnych wymówek.
Filip Cuprych Goniec.com
Dodaj do ulubionych
Startuj z nami
















Drukuj
Wyślij



