Świat dawno zwariował
2008-05-15 14:18:08
Aktualizacja: 2008-05-15 14:18:08
"Czysta anarchia" nie jest żadnym przełomem w literackiej karierze Woody’ego Allena. Ale czyta się ją znakomicie. Uważajcie, drodzy państwo, by nie pogubić ze śmiechu swoich protez!
Woody’ego Allena nikomu przedstawiać nie trzeba - w świecie kultury masowej trudno o lepiej rozpoznawalną postać. Allen właściwie w pewnym momencie przestał być sobą - reżyserem, dramaturgiem, pisarzem i satyrykiem - a stał się bohaterem własnych filmów i książek, komicznie znerwicowanym, seksualnie splątanym komentatorem oszalałej współczesności i własnego żydowskiego pochodzenia.
Nie jest łatwo pozbyć się takiego archetypicznego wizerunku. W ostatnich latach Allen jednak intensywnie próbował - nakręcił np. dwa dramaty psychologiczne ("Wszystko gra" i jeszcze świeży "Sen Kasandry"), w których humoru jest jak na lekarstwo, sporo za to uniwersalnych rozważań o roli przypadku i naturze zła. A na dodatek reżyser nie obsadził się w nich nawet w roli drugoplanowej.
Jeśli ktoś szuka starego, dobrego Allena - sarkastycznego, autoironicznego łowcy absurdów - znajdzie go, na szczęście, w "Czystej anarchii" pierwszej od ćwierwiecza książce autora "Bez piór". To zbiór opowiadań - większość z nich ukazywała się zresztą w ostatnich latach w "New Yorkerze" - z których każde jest perełką brawurowego komizmu.
Allen prowadzi nas w świat znany z wcześniejszych książek i filmów - karykaturalnie zniekształcony, groteskowo skonwencjonalizowany. Spotkamy tu skretyniałą śmietankę towarzyską Nowego Jorku, bogaczy ogłupiałych od dobrobytu, komiwojażerów sprzedających receptę na lewitację, hollywoodzkich producentów o inteligencji krewetki i geście sułtana Brunei, nieszczęśliwych i nieudanych pisarzy, a nawet służącą, która pisze demaskatorską powieść o swoich chlebodawcach. "Bidnick obżera się viagrą, ale te dawki przyprawiają go o halucynacje - notuje ta słodka istota. - A wtedy uważa się za Pliniusza Starszego". Wyobraźnia autora nie zna żadnych ograniczeń i chociaż wciąż mamy wrażenie, że te żarty już słyszeliśmy, śmiejemy się w głos.
Wydaje się, że lektura tych uroczych nonsensów w oryginale musi być prawdziwą ucztą - Allen jest przecież mistrzem stylizacji. Póki jednak nie wpadnie nam w ręce anglojęzyczne wydanie "Czystej anarchii", bawmy się do woli świetnym przekładem Wojsława Brydaka.
www.dziennik.pl
Woody’ego Allena nikomu przedstawiać nie trzeba - w świecie kultury masowej trudno o lepiej rozpoznawalną postać. Allen właściwie w pewnym momencie przestał być sobą - reżyserem, dramaturgiem, pisarzem i satyrykiem - a stał się bohaterem własnych filmów i książek, komicznie znerwicowanym, seksualnie splątanym komentatorem oszalałej współczesności i własnego żydowskiego pochodzenia.
Nie jest łatwo pozbyć się takiego archetypicznego wizerunku. W ostatnich latach Allen jednak intensywnie próbował - nakręcił np. dwa dramaty psychologiczne ("Wszystko gra" i jeszcze świeży "Sen Kasandry"), w których humoru jest jak na lekarstwo, sporo za to uniwersalnych rozważań o roli przypadku i naturze zła. A na dodatek reżyser nie obsadził się w nich nawet w roli drugoplanowej.
Jeśli ktoś szuka starego, dobrego Allena - sarkastycznego, autoironicznego łowcy absurdów - znajdzie go, na szczęście, w "Czystej anarchii" pierwszej od ćwierwiecza książce autora "Bez piór". To zbiór opowiadań - większość z nich ukazywała się zresztą w ostatnich latach w "New Yorkerze" - z których każde jest perełką brawurowego komizmu.
Allen prowadzi nas w świat znany z wcześniejszych książek i filmów - karykaturalnie zniekształcony, groteskowo skonwencjonalizowany. Spotkamy tu skretyniałą śmietankę towarzyską Nowego Jorku, bogaczy ogłupiałych od dobrobytu, komiwojażerów sprzedających receptę na lewitację, hollywoodzkich producentów o inteligencji krewetki i geście sułtana Brunei, nieszczęśliwych i nieudanych pisarzy, a nawet służącą, która pisze demaskatorską powieść o swoich chlebodawcach. "Bidnick obżera się viagrą, ale te dawki przyprawiają go o halucynacje - notuje ta słodka istota. - A wtedy uważa się za Pliniusza Starszego". Wyobraźnia autora nie zna żadnych ograniczeń i chociaż wciąż mamy wrażenie, że te żarty już słyszeliśmy, śmiejemy się w głos.
Wydaje się, że lektura tych uroczych nonsensów w oryginale musi być prawdziwą ucztą - Allen jest przecież mistrzem stylizacji. Póki jednak nie wpadnie nam w ręce anglojęzyczne wydanie "Czystej anarchii", bawmy się do woli świetnym przekładem Wojsława Brydaka.
www.dziennik.pl
Dodaj do ulubionych
Startuj z nami
















Drukuj
Wyślij

Wasze komentarze
Portal Goniec.com nie bierze odpowiedzialności za treść zamieszczonych tutaj opinii i zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z Netykietą.Brak komentarzy.