Pomyślane, napisane
2008-06-26 16:06:39
Aktualizacja: 2008-06-26 16:06:39
Brytyjczycy mają specyficzne podejście dosłownie do wszystkiego, zwłaszcza jeśli chodzi o poczucie humoru. Nic więc dziwnego, że wiele energii zużywają na pisanie książek dotyczących tego, co ich zdaniem jest śmieszne bądź godne wyśmiania. Brytyjskie poczucie humoru jest na tyle doskonałe, że albo zwala z nóg, albo totalnie zniechęca. Na pewno nie pozwala na pozostanie obojętnym.
Oficjalnie funkcjonujące wulgaryzmy
Na szczególną uwagę zasługują cztery pozycje, po które naprawdę warto sięgnąć. Zacznijmy od „Rude UK”. Książka niewielkich rozmiarów, ale za to o wielkiej zawartości. Nie ma się co czarować i krygować. Każdy z nas lubi choćby z ciekawości poznawać obcojęzyczne wulgaryzmy. Sami mamy ich dość bogaty zasób, ale chętnie też poznajemy ich cały arsenał w języku angielskim. Rob Bailey i Ed Hurst, którzy wcześniej wydali „Rude Britain” i „Rude World”, postanowili napisać książkę, w której zawarli autentyczne nazwy 100 miast i ulic, związane z powszechnie używanymi wulgaryzmami.
Publikacja opatrzona jest także uwagą: „Zawarty materiał niektórzy użytkownicy dróg mogą uznać za obraźliwy”. No cóż... z pewnością mogą. Niemniej, ktoś dane nazwy wymyślił i wprowadził do obiegu. Nie sposób ich uniknąć, więc obrażanie się nie ma najmniejszego sensu.
Ze względu na szacunek i grzeczność nie będziemy tłumaczyć wybranych nazw zawartych w „Rude UK”. Ale ponieważ fakty są faktami, zacytujemy jedynie kilka przykładów w oryginalnych wersjach. A zatem, w Szkocji znajduje się miasteczko o nazwie Cock of Arran. W Lancashire ludzie mieszkają przy Green Dicks Lane. W Surrey istnieje Knobfield. Jedna z ulic w Glasgow nosi nazwę Brown Place. Inna, w Oxfordshire, nazywa się Cummings Close.
Pierwsze miejsce na liście 100 najbardziej wulgarnych nazw zajęła jedna z ulic w Norfolk. Należy przypuszczać, że wyjątkowo urażeni mogą się czuć mieszkańcy domów przy Slutshole Lane.
Książka wzbogacona jest fotografiami. Podano także etymologię takich, a nie innych nazw. Brytyjscy krytycy literaccy uznali „Rude UK” za smacznie wulgarną publikację, niezwykle zabawną i, jak dodają jej autorzy, perfekcyjnie niewinną.
Nie tylko Ciebie drażnią współdomownicy?
Na sporo uwagi zasługuje też książka „Liżę swój ser...i inne notatki zostawiane we wspólnym domu”, autorstwa Oonagh O’Hagan. Dlaczego warto na tę pozycję zwrócić uwagę? A choćby dlatego, że zdecydowana większość z nas mieszka z innymi ludźmi i codzienne nieporozumienia, złości i informacje zostawiane sobie wzajemnie nie są dla nas żadną nowością. Oonagh O’Hagan zebrała autentyczne notatki w jednej publikacji. Doprawdy warto do niej zajrzeć. Oto kilka przykładów informacji, które Brytyjczycy zostawiają swoim współdomownikom na tzw „stickers”, które wszyscy gdzieś przyklejamy, żeby czegoś nie zapomnieć. Tym razem posłużyły one do przypominania innym: „Czy możesz łaskawie zdejmować szpilki, kiedy wracasz do domu, żebym nie musiał słuchać ich stukania na drewnianej podłodze? I nie trzaskaj drzwiami. Wstaję o 7 rano!”. „Święta, święta, święta... nie wydawaj wszystkich pieniędzy, bo przydadzą się do zapłacenia czynszu”. „Jak ktoś z was wywalił do kibla ryż czy się zwymiotował, proszę następnym razem się tym zająć, bo zajęło mi to wieki, żeby odblokować toaletę. Ohyda!”. „Popielniczka znajduje się obok wanny. Bardzo łatwo odróżnić jedną od drugiej po ich wielkości!!!”. „Twoje naczynia, których nie zmyłeś, są w Twoim pokoju. Pozdrawiam”. „Zawsze liżę mój ser. Zeżarłeś? Mam nadzieję, że smakowało”.
Czy nie brzmi to wszystko znajomo? Zdecydowanej większości z nas zdarza się wściekać na to, co robią nasi współlokatorzy. Nie zawsze potrafimy o tym powiedzieć głośno, nie zawsze potrafimy się przeciwko czemuś zbuntować. Być może ta książka będzie inspiracją dla wielu i zaczniemy mocniej akcentować nasze niezadowolenie z minusów mieszkania razem? Dlaczego nie? Anglicy robią to bez ceregieli i dobrze na tym wychodzą.
Książka podzielona jest na cztery sekcje. Pierwsza, żółta, poświęcona jest wspólnym imprezom, życiu pod jednym dachem i związanej z tym odpowiedzialności. Część druga, niebieska, poświęcona jest higienie. Najwięcej zebranych informacji dotyczy przede wszystkim łazienki i toalety. Kolejna, trzecia część książki jest zielona i traktuje o wzajemnych relacjach przy stole i w kuchni. Oczywiście, autorka nie zapomniała o lodówce, której dzielenie z innymi czasami dostarcza sporo kłopotów i nieporozumień. I wreszcie część ostatnia, pomarańczowa, dotyczy... generalnie, spraw łóżkowych. Z pewnością każdy znajdzie na 243 stronach przynajmniej jedną sytuację, w której sam się znalazł.
Czy łatwo dodzwonić się do Pałacu Buckingham?
Kolejnymi publikacjami, które mogą stanowić świetny prezent i zasługują na chwilę uwagi, są dwie książki autorstwa Roberta Anwooda: „Niedźwiedzie nie potrafią zbiegać z górki” i „Strusie emu nie potrafią chodzić do tyłu”. I choć być może mało to kogo obchodzi, to jednak warto przejrzeć ten zbiór faktów, na które zazwyczaj nie mamy czasu zwracać uwagi. Niektóre wydają się niewiarygodne, ale z pewnością warto się z nimi zaznajomić. Choćby po to, żeby co chwilę ze zdziwienia szeroko otwierać oczy albo po prostu dzięki zabawnej formie dowiadywać się czegoś kompletnie nowego.
Obie książki Anwooda nie są ani luźniejszą formą miniencyklopedii, ani publikacjami pouczającymi i traktującymi nas z góry. Są świetną formą przekazywania ciekawostek, przy czym każdy z czytelników najpierw przyswaja dane informacje, potem ma czas na przemyślenia i kalkulacje, a na koniec może się dowiedzieć, czy wnioski, do których doszedł, są zgodne z prawdą czy też nie.
Każda zawarta w książce informacja zaczyna się od prostej tezy, która podawana jest jako fakt. Poniżej autor podaje jej uzasadnienie, po czym dowiadujemy się, czy dana informacja jest zgodna z prawdą. Często werdykt jest naprawdę zaskakujący, bo uzasadnienia wydają się niezwykle wiarygodne. Czytelnik obu publikacji dowiaduje się na przykład tego: czy Izaac Newton wymyślił klapkę dla kotów w drzwiach, czy wybierając numer 1 w telefonie łączymy się z Pałacem Buckingham (odpowiedź na to pytanie jest całkiem zaskakująca), czy Alfred Hitchcock nie miał pępka albo czy słonie są jedynymi ssakami, które nie potrafią skakać.
Chociaż zdecydowana większość z nas niechętnie wydaje pieniądze na anglojęzyczne książki, na niektóre warto zwrócić szczególną uwagę. I nie ma znaczenia, czy nasz angielski jest dobry, czy średni. Możemy mieć pewność, że wszystkie cztery pozycje poprawią nam humor.
Filip Cuprych – Goniec.com
Oficjalnie funkcjonujące wulgaryzmy
Na szczególną uwagę zasługują cztery pozycje, po które naprawdę warto sięgnąć. Zacznijmy od „Rude UK”. Książka niewielkich rozmiarów, ale za to o wielkiej zawartości. Nie ma się co czarować i krygować. Każdy z nas lubi choćby z ciekawości poznawać obcojęzyczne wulgaryzmy. Sami mamy ich dość bogaty zasób, ale chętnie też poznajemy ich cały arsenał w języku angielskim. Rob Bailey i Ed Hurst, którzy wcześniej wydali „Rude Britain” i „Rude World”, postanowili napisać książkę, w której zawarli autentyczne nazwy 100 miast i ulic, związane z powszechnie używanymi wulgaryzmami.
Publikacja opatrzona jest także uwagą: „Zawarty materiał niektórzy użytkownicy dróg mogą uznać za obraźliwy”. No cóż... z pewnością mogą. Niemniej, ktoś dane nazwy wymyślił i wprowadził do obiegu. Nie sposób ich uniknąć, więc obrażanie się nie ma najmniejszego sensu.
Ze względu na szacunek i grzeczność nie będziemy tłumaczyć wybranych nazw zawartych w „Rude UK”. Ale ponieważ fakty są faktami, zacytujemy jedynie kilka przykładów w oryginalnych wersjach. A zatem, w Szkocji znajduje się miasteczko o nazwie Cock of Arran. W Lancashire ludzie mieszkają przy Green Dicks Lane. W Surrey istnieje Knobfield. Jedna z ulic w Glasgow nosi nazwę Brown Place. Inna, w Oxfordshire, nazywa się Cummings Close.
Pierwsze miejsce na liście 100 najbardziej wulgarnych nazw zajęła jedna z ulic w Norfolk. Należy przypuszczać, że wyjątkowo urażeni mogą się czuć mieszkańcy domów przy Slutshole Lane.
Książka wzbogacona jest fotografiami. Podano także etymologię takich, a nie innych nazw. Brytyjscy krytycy literaccy uznali „Rude UK” za smacznie wulgarną publikację, niezwykle zabawną i, jak dodają jej autorzy, perfekcyjnie niewinną.
Nie tylko Ciebie drażnią współdomownicy?
Na sporo uwagi zasługuje też książka „Liżę swój ser...i inne notatki zostawiane we wspólnym domu”, autorstwa Oonagh O’Hagan. Dlaczego warto na tę pozycję zwrócić uwagę? A choćby dlatego, że zdecydowana większość z nas mieszka z innymi ludźmi i codzienne nieporozumienia, złości i informacje zostawiane sobie wzajemnie nie są dla nas żadną nowością. Oonagh O’Hagan zebrała autentyczne notatki w jednej publikacji. Doprawdy warto do niej zajrzeć. Oto kilka przykładów informacji, które Brytyjczycy zostawiają swoim współdomownikom na tzw „stickers”, które wszyscy gdzieś przyklejamy, żeby czegoś nie zapomnieć. Tym razem posłużyły one do przypominania innym: „Czy możesz łaskawie zdejmować szpilki, kiedy wracasz do domu, żebym nie musiał słuchać ich stukania na drewnianej podłodze? I nie trzaskaj drzwiami. Wstaję o 7 rano!”. „Święta, święta, święta... nie wydawaj wszystkich pieniędzy, bo przydadzą się do zapłacenia czynszu”. „Jak ktoś z was wywalił do kibla ryż czy się zwymiotował, proszę następnym razem się tym zająć, bo zajęło mi to wieki, żeby odblokować toaletę. Ohyda!”. „Popielniczka znajduje się obok wanny. Bardzo łatwo odróżnić jedną od drugiej po ich wielkości!!!”. „Twoje naczynia, których nie zmyłeś, są w Twoim pokoju. Pozdrawiam”. „Zawsze liżę mój ser. Zeżarłeś? Mam nadzieję, że smakowało”.
Czy nie brzmi to wszystko znajomo? Zdecydowanej większości z nas zdarza się wściekać na to, co robią nasi współlokatorzy. Nie zawsze potrafimy o tym powiedzieć głośno, nie zawsze potrafimy się przeciwko czemuś zbuntować. Być może ta książka będzie inspiracją dla wielu i zaczniemy mocniej akcentować nasze niezadowolenie z minusów mieszkania razem? Dlaczego nie? Anglicy robią to bez ceregieli i dobrze na tym wychodzą.
Książka podzielona jest na cztery sekcje. Pierwsza, żółta, poświęcona jest wspólnym imprezom, życiu pod jednym dachem i związanej z tym odpowiedzialności. Część druga, niebieska, poświęcona jest higienie. Najwięcej zebranych informacji dotyczy przede wszystkim łazienki i toalety. Kolejna, trzecia część książki jest zielona i traktuje o wzajemnych relacjach przy stole i w kuchni. Oczywiście, autorka nie zapomniała o lodówce, której dzielenie z innymi czasami dostarcza sporo kłopotów i nieporozumień. I wreszcie część ostatnia, pomarańczowa, dotyczy... generalnie, spraw łóżkowych. Z pewnością każdy znajdzie na 243 stronach przynajmniej jedną sytuację, w której sam się znalazł.
Czy łatwo dodzwonić się do Pałacu Buckingham?
Kolejnymi publikacjami, które mogą stanowić świetny prezent i zasługują na chwilę uwagi, są dwie książki autorstwa Roberta Anwooda: „Niedźwiedzie nie potrafią zbiegać z górki” i „Strusie emu nie potrafią chodzić do tyłu”. I choć być może mało to kogo obchodzi, to jednak warto przejrzeć ten zbiór faktów, na które zazwyczaj nie mamy czasu zwracać uwagi. Niektóre wydają się niewiarygodne, ale z pewnością warto się z nimi zaznajomić. Choćby po to, żeby co chwilę ze zdziwienia szeroko otwierać oczy albo po prostu dzięki zabawnej formie dowiadywać się czegoś kompletnie nowego.
Obie książki Anwooda nie są ani luźniejszą formą miniencyklopedii, ani publikacjami pouczającymi i traktującymi nas z góry. Są świetną formą przekazywania ciekawostek, przy czym każdy z czytelników najpierw przyswaja dane informacje, potem ma czas na przemyślenia i kalkulacje, a na koniec może się dowiedzieć, czy wnioski, do których doszedł, są zgodne z prawdą czy też nie.
Każda zawarta w książce informacja zaczyna się od prostej tezy, która podawana jest jako fakt. Poniżej autor podaje jej uzasadnienie, po czym dowiadujemy się, czy dana informacja jest zgodna z prawdą. Często werdykt jest naprawdę zaskakujący, bo uzasadnienia wydają się niezwykle wiarygodne. Czytelnik obu publikacji dowiaduje się na przykład tego: czy Izaac Newton wymyślił klapkę dla kotów w drzwiach, czy wybierając numer 1 w telefonie łączymy się z Pałacem Buckingham (odpowiedź na to pytanie jest całkiem zaskakująca), czy Alfred Hitchcock nie miał pępka albo czy słonie są jedynymi ssakami, które nie potrafią skakać.
Chociaż zdecydowana większość z nas niechętnie wydaje pieniądze na anglojęzyczne książki, na niektóre warto zwrócić szczególną uwagę. I nie ma znaczenia, czy nasz angielski jest dobry, czy średni. Możemy mieć pewność, że wszystkie cztery pozycje poprawią nam humor.
Filip Cuprych – Goniec.com
Dodaj do ulubionych
Startuj z nami
















Drukuj
Wyślij



