Coldplay znudzi fanów
2008-06-18 10:51:27
Aktualizacja: 2008-06-18 10:51:27
W tym tygodniu trafiła do sklepów najbardziej oczekiwana premiera płytowa tego roku na Wyspach Brytyjskich - "Viva La Vida or Death And All His Friends" grupy Coldplay. Wbrew zapowiedziom muzyków rewolucji muzycznej na albumie nie ma, za to wysoka sprzedaż potwierdza to, że ich rodacy wciąż ślepo wierzą w mit kolejnego wielkiego brytyjskiego zespołu.
Czego można oczekiwać od zespołu, który przez osiem lat sprzedał ponad 30 mln płyt, podbił listy przebojów na całym świecie i teraz równa się z U2 czy Radiohead? Najlepiej, jeśli udowodni jeszcze swoje ambicje artystyczne. W tym celu Chris Martin i spółka zatrudnili do pracy przy "Viva La Vida...” legendarnego Briana Eno (U2, Roxy Music) oraz Markusa Dravsa (Bjork i Arcade Fire).
Bez wątpienia efekt jest dużo ciekawszy niż na ostatnim krążku, ponieważ grupa otworzyła się na modne inspiracje gitarową psychodelią My Bloody Valentine ("Chinese Sleep Chant”), melancholią Sigur Ros ("The Escapist”), również w aranżacjach pojawiły się elementy afropopu ("Strawberry Swing”). Niestety te zmiany są tylko pozorne, bo piosenki wciąż brzmią gładko, utrzymane są w spokojnym tempie, mają proste melodie, a Chris Martin wyśpiewuje swoje banały na temat życia, śmierci i miłości. W ten sposób Coldplay nadal buduje swoją pozycję "zespołu uniwersalnego”, który trafia zarówno do młodzieży, jak i snobujących się yuppies i starszych fanów rocka, a jednocześnie nie wnosi nic ciekawego do muzyki.
Dzisiejsza pozycja Coldplay na scenie powinna dziwić. Zespół jest przecież popłuczynami po fali brit popu, która zalała brytyjski rynek w latach 90. Jej debiutancki album "Parachutes” z 2000 r. ukazał się w momencie, kiedy Oasis próbowali pozbierać się do kupy, nagrywając słaby "Standing on the Shoulder of Giants”, Blur przeżywali kryzys tożsamości i problemy personalne po eksperymentalnym "13”, a Radiohead obrali nowy kierunek na awangardowym "Kid A”. Tymczasem Brytyjczycy wciąż chcieli lekkich, łatwych i przyjemnych piosenek, co otworzyło drogę do kariery takim przeciętniakom jak Travis, a potem Coldplay. Jak pokazały kolejne lata, w ich ślady poszło wielu naśladowców, m.in. Keane i Snow Patrol i James Blunt.
Muzycy Coldplay zapatrzeni w stadionowy rock U2 kolejnymi singlami i trasami walczyli o publiczność. Nie omijali żadnych okazji do promocji, nawet charytatywnych imprez, takich jak Band Aid czy Live 8. Z rzekomo rockowym rodowodem i metką "alternative rock”, a jednocześnie słodkimi, łzawymi melodiami z łatwością trafili w gusta masowej publiczności. Nie przypadkiem Chrisa Martina zaprosił ostatnio do współpracy Kanye West oraz Jay-Z, który ma na sumieniu podobne mariaże z takimi farbowanymi lisami jak Linkin Park.
Uznanie za oceanem tylko podniosło notowania zespołu na Wyspach. Zainteresowanie każdym albumem Coldplay przyćmiewa osiągnięcia młodej fali dużo ciekawszych zespołów, jak Arctic Monkeys, Franz Ferdinand, Bloc Party czy Klaxons, które wciąż pozostają w niszy. Niestety najnowszym albumem "Viva La Vida or Death And All His Friends” muzycy nie byli w stanie udowodnić, że ich marka najważniejszego zespołu na świecie przekłada się również na jakość muzyki, a nie tylko na ilość sprzedanych płyt.
www.dziennik.pl
Czego można oczekiwać od zespołu, który przez osiem lat sprzedał ponad 30 mln płyt, podbił listy przebojów na całym świecie i teraz równa się z U2 czy Radiohead? Najlepiej, jeśli udowodni jeszcze swoje ambicje artystyczne. W tym celu Chris Martin i spółka zatrudnili do pracy przy "Viva La Vida...” legendarnego Briana Eno (U2, Roxy Music) oraz Markusa Dravsa (Bjork i Arcade Fire).
Bez wątpienia efekt jest dużo ciekawszy niż na ostatnim krążku, ponieważ grupa otworzyła się na modne inspiracje gitarową psychodelią My Bloody Valentine ("Chinese Sleep Chant”), melancholią Sigur Ros ("The Escapist”), również w aranżacjach pojawiły się elementy afropopu ("Strawberry Swing”). Niestety te zmiany są tylko pozorne, bo piosenki wciąż brzmią gładko, utrzymane są w spokojnym tempie, mają proste melodie, a Chris Martin wyśpiewuje swoje banały na temat życia, śmierci i miłości. W ten sposób Coldplay nadal buduje swoją pozycję "zespołu uniwersalnego”, który trafia zarówno do młodzieży, jak i snobujących się yuppies i starszych fanów rocka, a jednocześnie nie wnosi nic ciekawego do muzyki.
Dzisiejsza pozycja Coldplay na scenie powinna dziwić. Zespół jest przecież popłuczynami po fali brit popu, która zalała brytyjski rynek w latach 90. Jej debiutancki album "Parachutes” z 2000 r. ukazał się w momencie, kiedy Oasis próbowali pozbierać się do kupy, nagrywając słaby "Standing on the Shoulder of Giants”, Blur przeżywali kryzys tożsamości i problemy personalne po eksperymentalnym "13”, a Radiohead obrali nowy kierunek na awangardowym "Kid A”. Tymczasem Brytyjczycy wciąż chcieli lekkich, łatwych i przyjemnych piosenek, co otworzyło drogę do kariery takim przeciętniakom jak Travis, a potem Coldplay. Jak pokazały kolejne lata, w ich ślady poszło wielu naśladowców, m.in. Keane i Snow Patrol i James Blunt.
Muzycy Coldplay zapatrzeni w stadionowy rock U2 kolejnymi singlami i trasami walczyli o publiczność. Nie omijali żadnych okazji do promocji, nawet charytatywnych imprez, takich jak Band Aid czy Live 8. Z rzekomo rockowym rodowodem i metką "alternative rock”, a jednocześnie słodkimi, łzawymi melodiami z łatwością trafili w gusta masowej publiczności. Nie przypadkiem Chrisa Martina zaprosił ostatnio do współpracy Kanye West oraz Jay-Z, który ma na sumieniu podobne mariaże z takimi farbowanymi lisami jak Linkin Park.
Uznanie za oceanem tylko podniosło notowania zespołu na Wyspach. Zainteresowanie każdym albumem Coldplay przyćmiewa osiągnięcia młodej fali dużo ciekawszych zespołów, jak Arctic Monkeys, Franz Ferdinand, Bloc Party czy Klaxons, które wciąż pozostają w niszy. Niestety najnowszym albumem "Viva La Vida or Death And All His Friends” muzycy nie byli w stanie udowodnić, że ich marka najważniejszego zespołu na świecie przekłada się również na jakość muzyki, a nie tylko na ilość sprzedanych płyt.
www.dziennik.pl
Dodaj do ulubionych
Startuj z nami
















Drukuj
Wyślij

Wasze komentarze
Portal Goniec.com nie bierze odpowiedzialności za treść zamieszczonych tutaj opinii i zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z Netykietą.
(2008-07-24 22:57:09)
kompletnie chybiona recenzja
coldplay z plyty na plyte staje sie coraz lepszy~tess