Stężenie bzdur ponad normę
2008-07-31 16:46:17
Aktualizacja: 2008-07-31 16:46:17
Powrót Muldera i Scully to wielkie wydarzenie dla wszystkich fanów kultowego serialu i jedna z najbardziej wyczekiwanych premier tego sezonu. Niestety "Z Archiwum X: Chcę wierzyć" nie jest udanym filmem. Choć wyznawcy pewnie i tak będą zachwyceni.
Parę niezłomnych agentów, którzy zawsze byli gotowi tropić wszelkie niewyjaśnione tajemnice, fenomeny i spiski, spotykamy ponownie kilka lat po chwili, w której zostawiła ich akcja serialu. Oboje opuścili szeregi FBI - Fox Mulder niejako z konieczności i teraz musi się ukrywać, natomiast Dana Scully, zmęczona życiem agenta, po prostu wróciła do swojego pierwotnego zawodu - lekarza.
Jednak okazuje się, że rządowa agencja zwyczajnie nie może się obyć bez swoich niesubordynowanych pracowników i gdy pojawia się nietypowa sprawa, wzywa do pomocy otrzaskany z wszelkimi paranormalnymi zjawiskami duet. Mulder i Scully oraz ksiądz jasnowidz ruszą tropem porwanej agentki FBI odkrywając po drodze zakopane w śniegu fragmenty ciał różnych ludzi. Trop prowadzi ku niepokojącym eksperymentom medycznym...
Akcja, jak widać z powyższego wprowadzenia, odchodzi od rozbudowanej w serialu i poprzednim filmie kinowym ("Z Archiwum X: Pokonać przyszłość") swoistej mitologii związanej z UFO, kolonizacją Ziemi przez obcych i ukrywającym to wszystko rządowym spiskiem. Być może scenarzyści wyprztykali się już ze wszystkich możliwych pomysłów w ostatnich, niezbyt udanych sezonach serii. Zmienia się też nieco paradygmat - zamiast poszukiwania prawdy (w myśl słynnego motta: "Prawda jest gdzie indziej"), mamy zasygnalizowaną w tytule deklarację wiary. I właśnie wiary oraz odkupienia dotyczą główne wątki filmu. Szkoda, że czynią to w tak bełkotliwy, napuszony i pozbawiony głębszego sensu sposób.
Film pełen jest narracyjnych błędów, scenariusza zaś wystarczyłoby w najlepszym razie na jeden odcinek serialu, a nie na pełny metraż. Polskim widzom dodatkowo trudno jest połapać się w zapętlonych wątkach osobistych, gdyż ostatni, dziewiąty, sezon serialu nigdy nie został u nas wyemitowany (choć ukazał się na DVD). Jeśli do tego dołożyć kompletną nieumiejętność budowania napięcia - co było wszak zawsze znakiem firmowym "Archiwum" - i to, że publiczność zamiast się bać, zaczyna się śmiać, to mamy porażkę na całej linii.
Owszem, miło jest znów zobaczyć Davida Duchovnego i Gillian Anderson w swoich najbardziej charakterystycznych rolach. Choć Duchovny świetnie sobie radzi w nowym serialu "Californication" - i w nim warto go oglądać, zaś Anderson od kilku lat grywa głównie w naprawdę dobrych, niezależnych filmach. Jednak intryga szyta jest zbyt grubymi nićmi, a stężenie bzdury przekracza możliwości wiary. "Z Archiwum X: Chcę wierzyć" pozostaje więc propozycją dla wiernych i zdeklarowanych. Im życzę przyjemnego seansu.
www.dziennik.pl
Parę niezłomnych agentów, którzy zawsze byli gotowi tropić wszelkie niewyjaśnione tajemnice, fenomeny i spiski, spotykamy ponownie kilka lat po chwili, w której zostawiła ich akcja serialu. Oboje opuścili szeregi FBI - Fox Mulder niejako z konieczności i teraz musi się ukrywać, natomiast Dana Scully, zmęczona życiem agenta, po prostu wróciła do swojego pierwotnego zawodu - lekarza.
Jednak okazuje się, że rządowa agencja zwyczajnie nie może się obyć bez swoich niesubordynowanych pracowników i gdy pojawia się nietypowa sprawa, wzywa do pomocy otrzaskany z wszelkimi paranormalnymi zjawiskami duet. Mulder i Scully oraz ksiądz jasnowidz ruszą tropem porwanej agentki FBI odkrywając po drodze zakopane w śniegu fragmenty ciał różnych ludzi. Trop prowadzi ku niepokojącym eksperymentom medycznym...
Akcja, jak widać z powyższego wprowadzenia, odchodzi od rozbudowanej w serialu i poprzednim filmie kinowym ("Z Archiwum X: Pokonać przyszłość") swoistej mitologii związanej z UFO, kolonizacją Ziemi przez obcych i ukrywającym to wszystko rządowym spiskiem. Być może scenarzyści wyprztykali się już ze wszystkich możliwych pomysłów w ostatnich, niezbyt udanych sezonach serii. Zmienia się też nieco paradygmat - zamiast poszukiwania prawdy (w myśl słynnego motta: "Prawda jest gdzie indziej"), mamy zasygnalizowaną w tytule deklarację wiary. I właśnie wiary oraz odkupienia dotyczą główne wątki filmu. Szkoda, że czynią to w tak bełkotliwy, napuszony i pozbawiony głębszego sensu sposób.
Film pełen jest narracyjnych błędów, scenariusza zaś wystarczyłoby w najlepszym razie na jeden odcinek serialu, a nie na pełny metraż. Polskim widzom dodatkowo trudno jest połapać się w zapętlonych wątkach osobistych, gdyż ostatni, dziewiąty, sezon serialu nigdy nie został u nas wyemitowany (choć ukazał się na DVD). Jeśli do tego dołożyć kompletną nieumiejętność budowania napięcia - co było wszak zawsze znakiem firmowym "Archiwum" - i to, że publiczność zamiast się bać, zaczyna się śmiać, to mamy porażkę na całej linii.
Owszem, miło jest znów zobaczyć Davida Duchovnego i Gillian Anderson w swoich najbardziej charakterystycznych rolach. Choć Duchovny świetnie sobie radzi w nowym serialu "Californication" - i w nim warto go oglądać, zaś Anderson od kilku lat grywa głównie w naprawdę dobrych, niezależnych filmach. Jednak intryga szyta jest zbyt grubymi nićmi, a stężenie bzdury przekracza możliwości wiary. "Z Archiwum X: Chcę wierzyć" pozostaje więc propozycją dla wiernych i zdeklarowanych. Im życzę przyjemnego seansu.
www.dziennik.pl
Dodaj do ulubionych
Startuj z nami
















Drukuj
Wyślij

Wasze komentarze
Portal Goniec.com nie bierze odpowiedzialności za treść zamieszczonych tutaj opinii i zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z Netykietą.Brak komentarzy.