Henryk VIII i kobiety
2008-06-06 14:39:47
Aktualizacja: 2008-06-06 14:39:47
Anglicy są niedoścignieni w ogrywaniu monarszych biografii. Ale chyba zwątpili we własnych aktorów, skoro w "Kochanicach króla" najważniejsze role powierzyli przybyszom z Hollywood. I to był błąd, niestety.
Po sequelu "Elżbiety" przyszedł czas na prequel czyli opowieść o wzlocie i upadku ambitnej matki królowej - Anny Boleyn. Pech chciał, że kino i telewizja zajmowały się tą postacią aż nadto często (licząc z nowym serialem "Dynastia Tudorów" Anna z "Kochanic króla" ma numer 26) Dlatego filmowcom nie pozostało nic innego, jak wydobyć z historycznej czeluści starszą z sióstr Boleyn.
Maria ponoć również wylądowała w łożu Henryka VIII, co w tamtych czasach nie było żadnym ewenementem. Trójkącik z udziałem rodzonych sióstr cieszył się popularnością zwłaszcza na francuskim dworze. Celowali w tym sporcie Ludwik XIV i jego prawnuk Ludwik XV. Na ekranie panny Boleyn rywalizują więc o względy monarchy. Obie ponoszą klęskę, ale tylko jedna traci głowę.
Nie warto wytykać autorom filmu, że z epoki, która zdecydowała o przyszłości Anglii, interesują ich tylko tajemnice monarszej alkowy i dworskie intrygi. Można jednak mieć do nich pretensje o fatalne obsadzenie kluczowej roli męskiej. Eric Bana to najsłabszy Henryk VIII jakiego kamera widziała. Cytując klasyka: amerykański aktor ma w sobie tyle królewskiego majestatu, ile jest trucizny w zapałce.
Nijakość Bany, któremu tylko nadęcie się do rozmiarów zielonego monstrum, przydaje nieco charyzmy, jest tym boleśniejsza, że w filmie aż roi się od mocnych, damskich charakterów. Oprócz sióstr Boleyn (Scarlett Johansson i Natalie Portman) są jeszcze ich matka (Kristin Scott Thomas) i królowa Katarzyna (Ana Torrent) której Henryk przezornie schodzi z drogi.
"Elżbieta" pokazywała dramat kobiety, która na ołtarzu polityki musiała złożyć w ofierze wszystko, co kochała. "Kochanice króla" to zaledwie dydaktyczna opowiastka o miłości czystej i zbrukanej przez politykę. Kostiumy i scenografia są naprawdę olśniewające, ale jeśli ktoś widział "Annę tysiąca dni" z Richardem Burtonem czy choćby "Krwawego tyrana Henryka VIII" z Rayem Winstonem, może sobie film Justina Chadwicka śmiało darować.
www.dziennik.pl
Po sequelu "Elżbiety" przyszedł czas na prequel czyli opowieść o wzlocie i upadku ambitnej matki królowej - Anny Boleyn. Pech chciał, że kino i telewizja zajmowały się tą postacią aż nadto często (licząc z nowym serialem "Dynastia Tudorów" Anna z "Kochanic króla" ma numer 26) Dlatego filmowcom nie pozostało nic innego, jak wydobyć z historycznej czeluści starszą z sióstr Boleyn.
Maria ponoć również wylądowała w łożu Henryka VIII, co w tamtych czasach nie było żadnym ewenementem. Trójkącik z udziałem rodzonych sióstr cieszył się popularnością zwłaszcza na francuskim dworze. Celowali w tym sporcie Ludwik XIV i jego prawnuk Ludwik XV. Na ekranie panny Boleyn rywalizują więc o względy monarchy. Obie ponoszą klęskę, ale tylko jedna traci głowę.
Nie warto wytykać autorom filmu, że z epoki, która zdecydowała o przyszłości Anglii, interesują ich tylko tajemnice monarszej alkowy i dworskie intrygi. Można jednak mieć do nich pretensje o fatalne obsadzenie kluczowej roli męskiej. Eric Bana to najsłabszy Henryk VIII jakiego kamera widziała. Cytując klasyka: amerykański aktor ma w sobie tyle królewskiego majestatu, ile jest trucizny w zapałce.
Nijakość Bany, któremu tylko nadęcie się do rozmiarów zielonego monstrum, przydaje nieco charyzmy, jest tym boleśniejsza, że w filmie aż roi się od mocnych, damskich charakterów. Oprócz sióstr Boleyn (Scarlett Johansson i Natalie Portman) są jeszcze ich matka (Kristin Scott Thomas) i królowa Katarzyna (Ana Torrent) której Henryk przezornie schodzi z drogi.
"Elżbieta" pokazywała dramat kobiety, która na ołtarzu polityki musiała złożyć w ofierze wszystko, co kochała. "Kochanice króla" to zaledwie dydaktyczna opowiastka o miłości czystej i zbrukanej przez politykę. Kostiumy i scenografia są naprawdę olśniewające, ale jeśli ktoś widział "Annę tysiąca dni" z Richardem Burtonem czy choćby "Krwawego tyrana Henryka VIII" z Rayem Winstonem, może sobie film Justina Chadwicka śmiało darować.
www.dziennik.pl
Dodaj do ulubionych
Startuj z nami
















Drukuj
Wyślij

Wasze komentarze
Portal Goniec.com nie bierze odpowiedzialności za treść zamieszczonych tutaj opinii i zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z Netykietą.Brak komentarzy.