20.11.2008  
Goniec Polski
Chat - Goniec Polski
Chat
Forum - Goniec Polski
Forum
Blog - Goniec Polski
Blogi
Skrzynka e-mail
E-mail 2 GB
Login: Hasło:
Nie masz konta? Załóż je teraz!

Nasze dziecko to berbeć

2008-04-11 16:05:17
Aktualizacja: 2008-04-11 16:05:17
Pod koniec maja, z Instytutu Kultury Polskiej w Londynie odchodzi dyrektor placówki PawełPotoroczyn, który wraca do Warszawy, gdzie obejmie stanowisko dyrektoraInstytutu Adama Mickiewicza.

Co, Pana zdaniem, było do tej pory największym wyzwaniem: Los Angeles, Nowy Jork czyLondyn?

Paweł Potoroczyn: Dyrektor IKP w Londynie: Kiedy jechałem do Los Angeles, myślałem, że LosAngeles. Kiedy przeprowadzałem się do Nowego Jorku, myślałem, że Nowy Jork. Aleteraz, z całą pokorą mówię, że Londyn jest najtrudniejszym miastem na świecie.To przecież światowa stolica kultury. I nie mam najmniejszej wątpliwości, żeLondyn jest najcięższym kawałkiem chleba. Ale też najciekawszym.

Pamięta Pan swój pierwszydzień w Instytucie? Pierwsze myśli, pierwsze decyzje?


Tak. Instytut znajdowałsię wtedy na Portland Place, gdzie 7 osób zajmowało 6 kondygnacji, czyli 1500 metrów kwadratowych.A mój pierwszy dzień? ... myślałem, że sobie w łeb strzelę.

Czyli rzeczywistość sprowadzała Pana na ziemię?

Kilka razy dziennie. Myślę, że odzyskaliśmy wigor i klarowną misję dopiero, kiedy zmieniliśmysiedzibę na Poland Street. Kultura jest produkowana i konsumowana przezposzczególne jednostki. W tej pracy tego typu interakcja jest szalenie ważna.Chodzi przecież o to, żebyśmy rozmawiali, spotykali się, spierali i kłócili,jeśli trzeba, dyskutowali i budowali razem program. W budynku, w którym każdyma dla siebie osobne piętro to jest niewykonalne. Zresztą, nawet architektura tamtegobudynku wpływała na kompletny brak komunikacji. Teraz jest zupełnie inaczej.

Każda instytucja toprzede wszystkim ludzie, którzy ją tworzą. Jak opisałby Pan i ocenił tych, zktórymi dane było Panu współpracować?

Ci, którzy są ze mną wtej chwili, to ludzie o zupełnie unikalnym IQ, unikalnych kwalifikacjach ikompetencjach. Dwa lata trwało, żeby skompletować ten zespół i to jestnajwiększy kapitał tego Instytutu. Zresztą, miałem w życiu bardzo dużoszczęścia do świetnych współpracowników. Nie tylko jestem z nich dumny, ale teżz wieloma z nich łączy mnie przyjaźń. To wydaje mi się normalne, bo w tego typuorganizacji więcej czasu spędzamy ze sobą niż ze swoimi rodzinami. Oni wszyscyto moja najbliższa rodzina.

Co uznałby Pan za swójnajwiększy, osobisty sukces, a co za największą porażkę bądź zawód?


Nie wydaje mi się,żebyśmy odnieśli jakąś spektakularną porażkę albo żeby doszło do jakiejśkatastrofy. Działamy prężnie w najbardziej konkurencyjnym środowisku naświecie. Udało się pozyskać tych wszystkich ludzi do tej pracy, choć pewniewielu z nich mogłoby znaleźć lepiej płatne zajęcia w trochę większychorganizacjach. A trzeci sukces to intelektualny kaliber naszego programu. Nieschodzimy poniżej pewnego pułapu estetycznego, jeśli tak to można nazwać.

Jest jakieś marzenie,którego nie udało się zrealizować albo po prostu zabrakło na nie czasu?

Tak, jest. Zostanie onojednak zrealizowane. To jest wielki koncert, „Requiem” Macieja Romanowskiego,prawie nieznanego polskiego kompozytora, w katedrze w Westminsterze. Tenkoncert odbędzie się, tylko, że za dwa lata.

Zawsze chciał Panpokazywać to, co w Polsce najlepsze. Z pewnością służyły temu misjedyplomatyczne, które Pan spełniał. Ale jak to, co nad Wisłą najlepsze jest odbieraneza granicą?

Myślę, że Brytyjczycy zbardzo dużym zainteresowaniem, z ogromną życzliwością, a czasem wręczentuzjastycznie przyjmują to, co im proponujemy. Z jednej strony świadczy to obardzo wysokim poziomie tego, co przywozimy, a z drugiej strony o pewnej ichciekawości. Jeżeli skupilibyśmy się na „wynikach w kasie”, czyli na sprzedanychbiletach i recenzjach, to radzimy sobie zupełnie nieźle.

Krótko mówiąc, jak napolską kulturę reagują obcokrajowcy? Trudno jest przekonać brytyjskiego widzado tego, żeby na przykład przyszedł na rozpoczynający się za chwilę festiwalfilmowy?


Oczywiście, że jesttrudno, bo to najbardziej wyszukany i najbardziej skomplikowany widz naświecie. To najbardziej konkurencyjne środowisko na świecie, ponieważ naprzykład w tym mieście organizowanych jest 200 festiwali filmowych rocznie. Alerozwinęliśmy na tyle sprytne i skuteczne techniki marketingowe, że docieramyzarówno do naszego rodzimego widza, jak i do widza brytyjskiego.

Teraz wraca Pan do Polski. Nie był Pan w Londynie zbyt długo. Nie uważa Pan, że wręcz za krótko?


Ja generalnie nieodchodzę. Zmieniam miejsce pracy, ale zostaję w tym samym biznesie. Nadalpozostaję w kręgu międzynarodowej promocji polskiej kultury.

W jakiej, Pana zdaniem, kondycjizostawia Pan Instytut?


No... wyszło nam todziecko. Co prawda dopiero raczkuje i dopiero jest berbeciem. Może z niegowyrosnąć piękna dziewczyna albo przystojny chłopak. Jestem spokojny, że tak sięstanie, bo to dziecko się po prostu świetnie zapowiada.

Uznaje Pan swoją misję zawykonaną?


Nie do końca. Chciałbymna przykład dotrwać do „Salonu Polskiego”, który jest planowany na lata2009-2010 i który będzie swoistą 10-miesięczną manifestacją kultury polskiej wLondynie. Ale chyba to już mi się nie uda i żałuję tego. Nie twierdzę, że to,co do tej zrobiłem to jest missionaccomplished. Ale myślę, że udało się to, co można było do tej pory zrobić...

Dziękuję za rozmowę.

Filip Cuprych - Goniec Polski

Wasze komentarze Dodaj komentarz

Portal Goniec.com nie bierze odpowiedzialności za treść zamieszczonych tutaj opinii i zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z Netykietą.

Brak komentarzy.