20.11.2008  
Goniec Polski
Chat - Goniec Polski
Chat
Forum - Goniec Polski
Forum
Blog - Goniec Polski
Blogi
Skrzynka e-mail
E-mail 2 GB
Login: Hasło:
Nie masz konta? Załóż je teraz!

Widz był dla mnie łaskawy

2008-04-21 12:10:06
Aktualizacja: 2008-04-21 12:10:06
Widz był dla mnie łaskawy
Jerzy Połomski mówi, że publiczność zawsze była dla niego łaskawa. Władze PRL-u też. "Mój zawód był w pewnym sensie potrzebny tamtemu systemowi. Oni nie mogli sobie pozwolić na to, żeby zniechęcać ludzi" - wyznaje po latach.

We wrześniu tego roku Jerzy Połomski skończy 75 lat. Od jego debiutu scenicznego minęło lat 50. Dwadzieścia lat temu przestał nagrywać płyty, choć w 2006 roku nagrał z grupą Big Cyc nową wersję chyba najpopularniejszego swojego przeboju „Bo z dziewczynami”, a rok temu singla „Czas nas zmienia”.

Przy okazji koncertu w Londynie Goniec.com rozmawia z Jerzym Połomskim o jego karierze w PRL-u, emigracji i sposobie na zadowolenie z życia.

Filip Cuprych: Wielu artystów robi wielkie zamieszanie z okazji swoich 10-lecia, 15-lecia, a tu proszę - Jerzy Połomski świętuje 50-lecie pracy estradowej... w Londynie. Co w tym czasie było dla pana najtrudniejsze?

Jerzy Połomski: Przede wszystkim dziękuję za taką zapowiedź (śmiech). Ja nie miałem jakichś szczególnie trudnych momentów, a i publiczność była dla mnie zawsze łaskawa. Zawsze towarzyszyła mi sympatia i zrozumienie. Prowadziłem bardzo kolorowe życie, nie mam do nikogo o nic żadnych pretensji. Oczywiście, zawsze mógłbym być lepszy, ale też zawsze starałem się w danym momencie dawać z siebie wszystko. A przede wszystkim nie oszukiwać ludzi. A jeśli w ogóle pojawiły się jakieś trudności, to raczej niezależne ode mnie, ale od różnych sytuacji.

Na przykład politycznych?
Tak właśnie się zdarzało w czasach PRL-u, ale też nie mogę narzekać. Zresztą, wtedy o wiele mniej osób śpiewało. Było nas mniej, także i popularność była wtedy większa (śmiech). A i ówczesna władza nas też doceniała za to, że nie protestowaliśmy. Gdybyśmy protestowali, to byśmy nie mieli pracy. Zostawała piosenka sentymentalna, dramatyczna, optymistyczna, żeby dodać ludziom trochę otuchy.

Ale też i nie wszyscy mieli takie szczęście jak pan.
Oczywiście, zdaję sobie z tego sprawę. Zdecydowana większość społeczeństwa miała wtedy sporo powodów do żalu.

Jest pan ze swojego życia i swojej kariery zadowolony?
Tak, jestem. Chociaż wiem, że można było pracować lepiej, skuteczniej. Ale nie wszystko ode mnie zależało. Myślę, że byłbym pełniejszego formatu piosenkarzem, gdybym potrafił sam sobie pisać teksty i komponować, ale nie umiem. Skończyłem szkołę teatralną, ale nie przyjęto mnie do szkoły muzycznej, bo powiedziano „nie wiadomo, co robić z takim niedużym głosikiem” (śmiech). W teatralnej miałem bardzo dużo zajęć i wspaniałych wykładówców, że wspomnę tylko Irenę Kwiatkowską, Andrzeja Łapickiego i Aleksandra Bardiniego. To były wspaniałe czasy.


Czy znaczy to, że ówczesny system „służył” pana karierze?
Pan Bóg zdecydował, że było mi lżej z racji zawodu, który wykonuję. A mój zawód był w pewnym sensie potrzebny tamtemu systemowi. Oni nie mogli sobie pozwolić na to, żeby zniechęcać ludzi (śmiech). Woleli mieć piosenkarza, którego publiczność lubi i akceptuje. Ale to takie moje przemyślenia po latach.

W Londynie świętuje Pan 50-lecie pracy estradowej, ale nie jest tu pan po raz pierwszy?
Nie, nie pierwszy raz i z wielką przyjemnością tu znowu przyjechałem. Wiem, że jestem związany z moim pokoleniem. Każdy z piosenkarzy żyje najpełniej, kiedy śpiewa dla swojego pokolenia. Wiadomo, że nasze dzieci i wnuki mają swoich idoli. Ja raczej trzymam się teraz na uboczu. Bardzo często jako obserwator, nie usiłuję łapać każdej możliwej okazji do tego, żeby się pokazać. Nawet nie mam impresaria. Ci, którzy mają mój numer telefonu, a przez 50 lat lista znajomych zrobiła się naprawdę długa, dzwonią, zapraszają i wtedy koncertuję. Cieszę się z tego, co mam i miałem. Przecież zawsze mogło być o wiele krócej, o wiele tragiczniej. Rozmawia pan z człowiekiem pogodnym, choć jak większość narodu – lubię narzekać.

Jak to? Przecież powiedział pan, że nie ma na co.
Oj, mamy powody do narzekania. Wszyscy. Ale ja chcę narzekać we własnym kraju. Nigdy nie chciałem nigdzie indziej się wyprowadzić, chociaż takie okazje były. Polonia w Ameryce chciała, żebym tam zamieszkał, była możliwość zamieszkania we Francji. Ale nie interesuje mnie przyszywanie się do obcej kultury. Owszem, na wyjazdach jest bardzo miło, ale zawsze chcę  wracać do siebie. Tam się mogę denerwować, narzekać na to, co mi się nie podoba. A przecież gdzieś indziej bym nie mógł. W Polsce nie jest nudno, tam dobrobyt by mnie pewnie rozleniwił. A czy byłyby większe pieniądze? Z perspektywy moich 75 lat, naprawdę to nie ma znaczenia. Człowiek zjawia się nagi i nagi odchodzi. Nie ma sensu opierać swojej egzystencji na słowie „mieć”. Nie małpować, nie podrabiać, nie zazdrościć, ale słuchać swojego serca i iść w zgodzie ze swoim sumieniem.

A ma pan może powody do tego, że swoje sumienie za coś przeprosić?
(Śmiech) ...Wie pan, mówię to jako niedoskonały katolik. Zawsze w praktyce przeszkadzał mi zawód. Jak były koncerty, to zawsze w weekendy i nie było jak pójść do kościoła. Teraz, jako emeryt, mam więcej czasu. Byłem w kościele, tutaj w Londynie. Zobaczyłem jak strasznie dużo dzieci uczestniczy we mszach świętych. Myślę, że niedługo Londyn będzie nasz (śmiech). Co prawda, rodzice byli trochę bezkrytyczni w stosunku do swoich dzieci, bo widziałem, że nawet nie starali się ich uciszać. Nie za bardzo wiadomo było, co się dzieje przy ołtarzu, bo dzieci wrzeszczą, matki ich nie uciszają. Bardzo mnie to rozśmieszyło.
To taki radosny, miły obrazek. No, ale niemniej, na rodzicach spoczywa niezwykła rola w wychowaniu dzieci. Zwłaszcza w sferze szeroko pojętej kultury.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Filip Cuprych - Goniec Polski

Wasze komentarze Dodaj komentarz

Portal Goniec.com nie bierze odpowiedzialności za treść zamieszczonych tutaj opinii i zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z Netykietą.

Brak komentarzy.