Mogłbym smażyć naleśniki
2008-03-28 13:01:50
Aktualizacja: 2008-03-28 13:01:50
"Nawet alternatywne gwiazdki bardziej zwracają uwagę na swoje fryzury i na to, czy jeansy pasują do tenisówek, niż na przekaz, tekst i autentyczność"- mówi w rozmowie z Gońcem Polskim Fish.
Projekty Fisha i Emade od lat uchodzą za symbol muzycznego eklektyzmu i artystycznego wysublimowania. Artyści czerpią z soulu, jazzu i czarnej muzyki. Mimo to styl braci zachowuje swoją unikatową charakterystykę. Fisza można rozpoznać po szczerym, osobistym i skrajnie indywidualnym przekazie. Emade to subtelne, jazzowo-chilloutowe brzmienia.
Bracia Fish i Emade wydali siedem płyt. Już za swój pierwszy krążek Fisz zdobył nominację do Nagrody Akademii Fonograficznej Fryderyk 2000 w kategorii Debiut Roku oraz Album Roku – Rap & Hip-Hop. Grupa zagrała do tej pory na kilkuset koncertach, m.in. w Dublinie, Marsylii, Wiedniu, Budapeszcie, Pradze, Paryżu i oczywiście w Londynie. Muzycy mają w swojej kolekcji wiele nagród, mi.n. prestiżowy Paszport Polityki.
Wojciech Rynkiewicz: Czy byłeś kiedyś w Londynie w celach niezawodowych, nie po to, by zagrać koncert, a na przykład pozwiedzać czy zrobić zakupy?
Fisz: Jasne. Po pierwsze, Londyn to dla mnie miasto bardzo inspirujące, na każdym kroku oddychające muzyką i sztuką. Mam tutaj swój ulubiony sklep z płytami – Universal of Sound. W Londynie chętnie zahaczam o małe galerie ulicznych artystów. Na przykład ostatnio byłem w Concrete Hermit. Mamy tu także trochę znajomych. Na przykład zawsze odwiedzam swojego starego przyjaciela jeszcze z liceum, który mieszka w Londynie.
Najbliższy koncert w Londynie będzie trzecim występem Fisza&Emade w stolicy Anglii. Czym różnią się dla Was koncerty grane na londyńskiej scenie, od tych, które dajecie na przykład we Wrocławiu czy w Bydgoszczy?
Tak naprawdę niczym. Do każdego koncertu podchodzimy poważnie. Bardzo lubimy konfrontację na żywo. Nie ukrywam, że zawsze liczymy na wymianę energii z publicznością, bo od tego naprawdę dużo zależy. Tak się składa, że atmosfera na koncertach granych przez nas w Londynie, podobnie zresztą jak w Polsce, jest rewelacyjna. Jedyna różnica polega na tym, że grając na Wyspach, musimy spędzić dwie godziny w samolocie. Przyznam, że ten czas to dla mnie prawdziwa trauma. Do dzisiaj nie wiem, jak taka kupa żelastwa może utrzymać się w powietrzu.
Jakie są plusy i minusy wspólnego grania z bratem i ojcem?
W trakcie wspólnej pracy nie odczuwam, że gram akurat z rodziną – z bratem czy z ojcem. Występuję po prostu z doskonałymi muzykami. Poza tym wydaje mi się, że mam do nich większe zaufanie niż na przykład do muzyków, z którymi gram pierwszy raz w życiu. My zawsze angażujemy się w to, co robimy. Muzycy sesyjni zmieniają składy, często grają wszystko, czyli tak naprawdę nic, skacząc z przysłowiowego kwiatka na kwiatek. Przez to trudno im stworzyć jakąkolwiek emocjonalną więź, która jest niezwykle ważna w muzyce.
Czytałem, że według Waszych zapowiedzi najnowszy album „Męska muzyka” to pierwszy i ostatni krążek nagrany w takim składzie. Czy to prawda? Jeśli tak, to dlaczego?
Chcieliśmy, żeby to był album niepowtarzalny, taki biały kruczek, który ma rączki i główkę. Sam pomysł nagrania tego krążka był bardzo spontaniczny i przez nikogo niewymuszony. Trasa koncertowa wraz z ojcem po wydaniu płyty to dla nas zupełnie nowe doświadczenie. Dla naszych słuchaczy chyba również, bo z tego co wiem, bilety na koncerty rozchodziły się jak ciepłe bułeczki. Tworząc „Męską muzykę” nauczyliśmy się też grać ciszej, w skupieniu. Na tym krążku po raz pierwszy od 10 lat zagrałem na basie. Na razie nie zanosi się, abyśmy w najbliższej przyszłości znowu razem weszli do studia. Do pomysłu wspólnego grania wrócimy być może za jakieś 20 lat. Na razie jesteśmy bardzo zajęci swoimi projektami – pracujemy z bratem nad nową płytą z cyklu Fisz&Emade.
Wasza muzyka stała się symbolem eklektyzmu i artystycznego wysublimowania. Czerpiecie z różnych gatunków. Pamiętam, że w 1999 r. na 20. Przeglądzie Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu Emade akompaniował na gramofonach podczas występu Nicka Cave’a i Bad Seeds. Podoba się Wam aktorska interpretacja piosenek?
Przede wszystkim jestem fanem muzyki autorskiej. Postacie takie jak Nick Cave, PJ Harvey czy Tom Waits to przykłady nie wspaniałych wokalistów, lecz doskonałych tekściarzy, niepowtarzalnych osobowości, które wiedzą, co chcą osiągnąć na scenie. Zarówno w Polsce, jak i na świecie ostatnio trwa plebiscyt muzyków z castingu. Nawet alternatywne gwiazdki bardziej zwracają uwagę na swoje fryzury i na to, czy jeansy pasują do tenisówek, niż na przekaz, tekst i autentyczność. Jeśli chodzi zaś o aktorskie interpretacje piosenek, to ten rodzaj muzyki raczej mnie nie rusza. Nie jestem fanem odtwarzania, stawiam bardziej na oryginały.
Wielu Polaków wyjeżdżając do Wielkiej Brytanii, świadomie godzi się na to, że muszą pracować w innym niż swoim wyuczonym zawodzie. Czy gdybyś musiał zrezygnować z grania, czym innym mógłbyś się zająć?
Na pewno smażyłbym naleśniki. Najchętniej serwowałbym je z czekoladą. Mówiąc mniej poważnie, w wolnej chwili mógłbym robić również za lampę stołową.
Wojciech Rynkiewicz - Goniec Polski
Projekty Fisha i Emade od lat uchodzą za symbol muzycznego eklektyzmu i artystycznego wysublimowania. Artyści czerpią z soulu, jazzu i czarnej muzyki. Mimo to styl braci zachowuje swoją unikatową charakterystykę. Fisza można rozpoznać po szczerym, osobistym i skrajnie indywidualnym przekazie. Emade to subtelne, jazzowo-chilloutowe brzmienia.
Bracia Fish i Emade wydali siedem płyt. Już za swój pierwszy krążek Fisz zdobył nominację do Nagrody Akademii Fonograficznej Fryderyk 2000 w kategorii Debiut Roku oraz Album Roku – Rap & Hip-Hop. Grupa zagrała do tej pory na kilkuset koncertach, m.in. w Dublinie, Marsylii, Wiedniu, Budapeszcie, Pradze, Paryżu i oczywiście w Londynie. Muzycy mają w swojej kolekcji wiele nagród, mi.n. prestiżowy Paszport Polityki.
Wojciech Rynkiewicz: Czy byłeś kiedyś w Londynie w celach niezawodowych, nie po to, by zagrać koncert, a na przykład pozwiedzać czy zrobić zakupy?
Fisz: Jasne. Po pierwsze, Londyn to dla mnie miasto bardzo inspirujące, na każdym kroku oddychające muzyką i sztuką. Mam tutaj swój ulubiony sklep z płytami – Universal of Sound. W Londynie chętnie zahaczam o małe galerie ulicznych artystów. Na przykład ostatnio byłem w Concrete Hermit. Mamy tu także trochę znajomych. Na przykład zawsze odwiedzam swojego starego przyjaciela jeszcze z liceum, który mieszka w Londynie.
Najbliższy koncert w Londynie będzie trzecim występem Fisza&Emade w stolicy Anglii. Czym różnią się dla Was koncerty grane na londyńskiej scenie, od tych, które dajecie na przykład we Wrocławiu czy w Bydgoszczy?
Tak naprawdę niczym. Do każdego koncertu podchodzimy poważnie. Bardzo lubimy konfrontację na żywo. Nie ukrywam, że zawsze liczymy na wymianę energii z publicznością, bo od tego naprawdę dużo zależy. Tak się składa, że atmosfera na koncertach granych przez nas w Londynie, podobnie zresztą jak w Polsce, jest rewelacyjna. Jedyna różnica polega na tym, że grając na Wyspach, musimy spędzić dwie godziny w samolocie. Przyznam, że ten czas to dla mnie prawdziwa trauma. Do dzisiaj nie wiem, jak taka kupa żelastwa może utrzymać się w powietrzu.
Jakie są plusy i minusy wspólnego grania z bratem i ojcem?
W trakcie wspólnej pracy nie odczuwam, że gram akurat z rodziną – z bratem czy z ojcem. Występuję po prostu z doskonałymi muzykami. Poza tym wydaje mi się, że mam do nich większe zaufanie niż na przykład do muzyków, z którymi gram pierwszy raz w życiu. My zawsze angażujemy się w to, co robimy. Muzycy sesyjni zmieniają składy, często grają wszystko, czyli tak naprawdę nic, skacząc z przysłowiowego kwiatka na kwiatek. Przez to trudno im stworzyć jakąkolwiek emocjonalną więź, która jest niezwykle ważna w muzyce.
Czytałem, że według Waszych zapowiedzi najnowszy album „Męska muzyka” to pierwszy i ostatni krążek nagrany w takim składzie. Czy to prawda? Jeśli tak, to dlaczego?
Chcieliśmy, żeby to był album niepowtarzalny, taki biały kruczek, który ma rączki i główkę. Sam pomysł nagrania tego krążka był bardzo spontaniczny i przez nikogo niewymuszony. Trasa koncertowa wraz z ojcem po wydaniu płyty to dla nas zupełnie nowe doświadczenie. Dla naszych słuchaczy chyba również, bo z tego co wiem, bilety na koncerty rozchodziły się jak ciepłe bułeczki. Tworząc „Męską muzykę” nauczyliśmy się też grać ciszej, w skupieniu. Na tym krążku po raz pierwszy od 10 lat zagrałem na basie. Na razie nie zanosi się, abyśmy w najbliższej przyszłości znowu razem weszli do studia. Do pomysłu wspólnego grania wrócimy być może za jakieś 20 lat. Na razie jesteśmy bardzo zajęci swoimi projektami – pracujemy z bratem nad nową płytą z cyklu Fisz&Emade.
Wasza muzyka stała się symbolem eklektyzmu i artystycznego wysublimowania. Czerpiecie z różnych gatunków. Pamiętam, że w 1999 r. na 20. Przeglądzie Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu Emade akompaniował na gramofonach podczas występu Nicka Cave’a i Bad Seeds. Podoba się Wam aktorska interpretacja piosenek?
Przede wszystkim jestem fanem muzyki autorskiej. Postacie takie jak Nick Cave, PJ Harvey czy Tom Waits to przykłady nie wspaniałych wokalistów, lecz doskonałych tekściarzy, niepowtarzalnych osobowości, które wiedzą, co chcą osiągnąć na scenie. Zarówno w Polsce, jak i na świecie ostatnio trwa plebiscyt muzyków z castingu. Nawet alternatywne gwiazdki bardziej zwracają uwagę na swoje fryzury i na to, czy jeansy pasują do tenisówek, niż na przekaz, tekst i autentyczność. Jeśli chodzi zaś o aktorskie interpretacje piosenek, to ten rodzaj muzyki raczej mnie nie rusza. Nie jestem fanem odtwarzania, stawiam bardziej na oryginały.
Wielu Polaków wyjeżdżając do Wielkiej Brytanii, świadomie godzi się na to, że muszą pracować w innym niż swoim wyuczonym zawodzie. Czy gdybyś musiał zrezygnować z grania, czym innym mógłbyś się zająć?
Na pewno smażyłbym naleśniki. Najchętniej serwowałbym je z czekoladą. Mówiąc mniej poważnie, w wolnej chwili mógłbym robić również za lampę stołową.
Wojciech Rynkiewicz - Goniec Polski
Dodaj do ulubionych
Startuj z nami
















Drukuj
Wyślij

Wasze komentarze
Portal Goniec.com nie bierze odpowiedzialności za treść zamieszczonych tutaj opinii i zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z Netykietą.Brak komentarzy.