Każdy Polak zasługuje na kciuk w górę
2009-04-06 11:04:02
Aktualizacja: 2009-04-06 11:04:02
Swego czasu w Polsce była królową dyskotek. Choć wydawać by się mogło, że popadła w zapomnienie, ubiegłoroczny koncert w Sopocie udowodnił, że nad Wisłą ma ciągle wielu fanów. W chwili premiery płyty „Angel with an Attitude” Goniec Polski rozmawia z gwiazdą lat 80. Samanthą Fox.
Swoją artystyczną drogę zaczęła w wieku 15 lat, kiedy podpisała pierwszy kontrakt płytowy. Światową sławę zdobyła dzięki takim przebojom, jak „Touch me” czy „I surrender”. Ostatnio, własnym wysiłkiem, wydała swoją kolejną płytę i twierdzi, że historie na niej zawarte mogą być udziałem każdego z nas, kto zdecydował się na wyjazd z Polski i zmianę życia.
Filip Cuprych: Czy można powiedzieć, że Samantha Fox wraca na scenę, czy wolałabyś, aby mówiono, że tak naprawdę nigdy z niej nie zeszłaś?
Samantha Fox: - Tak naprawdę to drugie jest bliższe prawdy. Nigdy nie przestałam śpiewać i koncertować. Nie było mnie w mediach, ale trzeba pamiętać, że świat jest wielki, a ja nie mieszkałam tylko w Londynie. Swego czasu wyjechałam do Stanów i tam pracowałam. Mieszkałam też w Azji. Świat jest wielki. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że dla polskiej publiczności moja praca może być powrotem. Ja ciągle pamiętam ubiegłoroczny festiwal w Sopocie. Zresztą nie koncertowałam w Polsce przez bardzo długi czas. Strasznie się ucieszyłam, kiedy zaproponowano mi udział w tej imprezie, bo wiem, że mam w waszym kraju wielu fanów.
Dlaczego zdecydowałaś się stworzyć własną wytwórnię Fox? Żeby mieć całkowitą kontrolę nad materiałem, pod którym się podpisujesz?
- Chodziło o to, że właśnie ukazał się mój najnowszy album „Angel with an Attitude”, a materiał na niego powstał jakieś cztery lata temu. Został wydany w Kanadzie i w Australii, a wytwórnia, która go wydała, obiecała mi także, że ukaże się w Stanach, choć były z tym poważne problemy. Chciałam, żeby moi fani dostali to, czego chcieli, żeby mieli moje materiały i jak najłatwiejszy do nich dostęp. I nagle okazało się, że aby mieć ten album, musieli go zamawiać w Kanadzie i płacić ogromne pieniądze. Wtedy właśnie zdecydowałam się stworzyć własną wytwórnię i wydać tę płytę własnymi możliwościami. Album jest dostępny w internecie, w iTunes i tam można go kupić. To o wiele łatwiejsza i tańsza droga do pozyskiwania tego materiału.
A czy teraz, kiedy masz własną wytwórnię, jesteś w stanie pomagać innym artystom, którzy po prostu nie mają jak i za co się wypromować?
- Jasne. Mam już 42 lata i myślę o przyszłości. Zgłaszają się do nas setki młodych artystów i zespołów, które reprezentują sobą niezwykły poziom, a przecież moja firma powstała raptem miesiąc temu. To niewiarygodne, ale podesłano nam już ponad 1500 piosenek, które naprawdę warte są uwagi. I to są artyści naprawdę z całego świata: Japonii, Rosji, Polski, Niemiec, USA...
Wielu artystów pojawia się też dzięki programom telewizyjnym. Weźmy na przykład Idola albo X Factor. Co sądzisz o tego typu produkcjach?
- Uważam, że to świetna możliwość dla każdego, kto chce zaistnieć. To dobrze, że każdy utalentowany muzycznie człowiek ma możliwość pokazania się na scenie. Wielu ludzi śpiewa gdzieś po knajpach, klubach, pubach czy w innych gów...ch miejscach. I nagle takie programy okazują się dla nich furtką do kariery. Oczywiście, jeśli ma się talent. Przemysł muzyczny zmienił się bardzo w ciągu ostatnich lat.
Wystarczy wejść na twoją stronę, żeby przekonać się, że jesteś niezwykle zapracowana. Jest jakieś miejsce na ziemi, w którym nie wystąpiłaś?
- Chyba nie (śmiech). Właściwie to pojawiłam się wszędzie, gdzie można sobie wyobrazić. Grałam w Indiach, w Południowej Ameryce, w krajach Europy Wschodniej... Zjechałam chyba cały świat. Uważam, że trzeba być totalnie oddanym swoim fanom. To niezwykle ważne.
Masz ich wielu w Polsce. Wspomniałaś o Sopocie, teraz wróciłaś z Bydgoszczy. Co takiego najbardziej podoba ci się w polskiej publiczności?
- 15 czy 16 lat temu chyba po raz pierwszy zagrałam w Polsce. To było w Warszawie, podczas jakiegoś programu telewizyjnego. Pamiętam, że publiczność była niesamowita. Teraz, kiedy zagrałam w Sopocie, wszyscy byli dla mnie niezwykle życzliwi. Publiczność zawsze reaguje żywiołowo, a to liczy się najbardziej chyba dla każdego artysty. No i to, że są mu lojalni i oddani.
Zaskoczona? Przecież zawsze byłaś w Polsce bardzo popularna.
- Naprawdę nie zdawałam sobie z tego sprawy! Nie byłam w Polsce przez dość długi czas i nagle festiwal w Sopocie mi to uświadomił. Kiedy wyszłam na scenę i zaczęłam śpiewać „I surrender”, publiczność wstała z miejsc i śpiewała razem ze mną. To niesamowite wrażenie – wiedzieć, że lata pracy tak mocno zapadły komuś w pamięci.
W jaki sposób wyjaśniłabyś więc fenomen muzyki lat 80.?
- To były czasy, w których istniało i pracowało wielu dobrych artystów. Przecież wtedy był i Kajagoogoo, i Kim Wilde, i Modern Talking, i Sandra, i Spandau Ballet, a także wielu innych doskonałych artystów. Muzyka była wtedy niezwykła. Melodie mały sens, słowa miały przekaz i wszystko to potrafiło jednoczyć ludzi. Piosenki zapadały w pamięci i to było niesamowite. Potem nadeszła nowa dekada i coś dziwnego zrobiło się z muzyką.
Sama zaczynałaś swoją karierę w wieku 15 lat, kiedy podpisałaś pierwszy kontrakt płytowy. Patrząc teraz na siebie, z perspektywy czasu, myślałaś kiedykolwiek o tym, że gdzieś uciekła ci młodość, że zaczęłaś za wcześnie?
- Nie do końca, bo wszystko zależy od tego, jakim się jest dzieckiem. Jak na 15-latkę byłam całkiem dojrzałą dziewczyną. Poza tym moi rodzice bardzo mi wtedy pomagali i wspierali mnie. Nie pozwoliliby na to, żebym angażowała się w jakiekolwiek projekty muzyczne, gdyby nie mieli pewności, że sobie z tym nie poradzę. Mój tata był nawet moim managerem do czasu, kiedy skończyłam 25 lat. Byłam otoczona profesjonalną opieką.
Co byś doradziła dziewczynom, które dziś mają tyle lat, co ty wtedy i chcą za wszelką cenę rozpocząć karierę?
- Przede wszystkim, jeśli są mocno związane ze swoimi rodzicami, to radziłabym, żeby rodzina i dom były dla nich najważniejsze tak długo, jak to tylko możliwe. Wielu młodym ludziom wydaje się, że jeśli opuszczą dom rodzinny, wyjadą do wielkiego miasta i zaczną szukać wielkiej kariery, to wszystko będzie w porządku i wszystko się uda. A może być całkiem na odwrót. Świat jest szalony i nieobliczalny.
Czy jest coś, czego żałujesz albo zrobiłabyś inaczej?
- Hmmm... Może żałuję kilku związków? Może inaczej bym w nich funkcjonowała (śmiech)? I nie chodzi mi wyłącznie o związki prywatne, ale także te, które dotyczyły interesów.
Promujesz właśnie płytę „Angiel with an Attitude”. Patrząc na twoje życie prywatne i muzyczne, można pomyśleć, że to autobiografia i do tego podkreślona już samym tytułem płyty.
- Sama bym tak powiedziała. Kilka lat temu pisałam swoją autobiografię, w której opisywałam wiele ze swojego życia i w tym samym czasie pisałam materiał na tę właśnie płytę, bo chciałam, żeby ludzie poznali prawdziwą Samanthę Fox.
No właśnie. Na swojej stronie internetowej mówisz, że ta płyta to prawdziwa ty. W takim razie, jaka byłaś na poprzednich płytach?
- Poprzednie płyty to po prostu świetna zabawa. Byłam wtedy młodą dziewczyną. Robiłam to, co wielu młodych ludzi robi w młodym wieku i tego dotyczyły moje poprzednie wydawnictwa. W końcu postanowiłam stworzyć płytę, która opowie o mnie. O tym, co było złe i o tym, co było dobre w moim życiu. A wiadomo, że człowiek przechodzi przez wiele rzeczy, kiedy dorasta aż w końcu osiąga dojrzałość i przejmuje odpowiedzialność za swoje życie. Jednak nawet najtrudniejsze chwile są po to, żeby z nich wyjść silniejszym, a wszystkie błędy, jakie popełniamy, są po to, żeby nas czegoś nauczyć i żebyśmy stali się lepszymi ludźmi. I taki właśnie jest przekaz mojej płyty.
Dlaczego twoi polscy fani powinni sięgnąć po tę płytę?
Choćby dlatego, że opowiada o niezwyklej sile. Przecież każdy Polak, który zdecydował się na życie w Wielkiej Brytanii zasługuje na „kciuk w górę”. Wielu z was zdecydowało się zmienić swoje życie, przyjechać tu, podjąć się ciężkiej pracy i rozpocząć fantastyczne kariery. Sama mam sąsiadów Polaków, moja siostra ma przyjaciół Polaków i to naprawdę cudowni ludzie. Zdaję sobie sprawę z tego, że przyjazd tutaj był dla nich wielką zmianą w życiu. Wszyscy podejmujemy wielkie, życiowe decyzje i okazuje się, że wielu z nas podąża przynajmniej podobnymi ścieżkami. Mi też było ciężko z dziewczyny z trzeciej strony „The Sun” stać się międzynarodową piosenkarką. Zapracowałam na to naprawdę ciężko. Zawsze byłam pełna szacunku dla każdego, kto odważył się zmianić swoje życie i osiągnąć nowe cele.
Bardzo dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał: Filip Cuprych
Swoją artystyczną drogę zaczęła w wieku 15 lat, kiedy podpisała pierwszy kontrakt płytowy. Światową sławę zdobyła dzięki takim przebojom, jak „Touch me” czy „I surrender”. Ostatnio, własnym wysiłkiem, wydała swoją kolejną płytę i twierdzi, że historie na niej zawarte mogą być udziałem każdego z nas, kto zdecydował się na wyjazd z Polski i zmianę życia.
Filip Cuprych: Czy można powiedzieć, że Samantha Fox wraca na scenę, czy wolałabyś, aby mówiono, że tak naprawdę nigdy z niej nie zeszłaś?
Samantha Fox: - Tak naprawdę to drugie jest bliższe prawdy. Nigdy nie przestałam śpiewać i koncertować. Nie było mnie w mediach, ale trzeba pamiętać, że świat jest wielki, a ja nie mieszkałam tylko w Londynie. Swego czasu wyjechałam do Stanów i tam pracowałam. Mieszkałam też w Azji. Świat jest wielki. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że dla polskiej publiczności moja praca może być powrotem. Ja ciągle pamiętam ubiegłoroczny festiwal w Sopocie. Zresztą nie koncertowałam w Polsce przez bardzo długi czas. Strasznie się ucieszyłam, kiedy zaproponowano mi udział w tej imprezie, bo wiem, że mam w waszym kraju wielu fanów.
Dlaczego zdecydowałaś się stworzyć własną wytwórnię Fox? Żeby mieć całkowitą kontrolę nad materiałem, pod którym się podpisujesz?
- Chodziło o to, że właśnie ukazał się mój najnowszy album „Angel with an Attitude”, a materiał na niego powstał jakieś cztery lata temu. Został wydany w Kanadzie i w Australii, a wytwórnia, która go wydała, obiecała mi także, że ukaże się w Stanach, choć były z tym poważne problemy. Chciałam, żeby moi fani dostali to, czego chcieli, żeby mieli moje materiały i jak najłatwiejszy do nich dostęp. I nagle okazało się, że aby mieć ten album, musieli go zamawiać w Kanadzie i płacić ogromne pieniądze. Wtedy właśnie zdecydowałam się stworzyć własną wytwórnię i wydać tę płytę własnymi możliwościami. Album jest dostępny w internecie, w iTunes i tam można go kupić. To o wiele łatwiejsza i tańsza droga do pozyskiwania tego materiału.
A czy teraz, kiedy masz własną wytwórnię, jesteś w stanie pomagać innym artystom, którzy po prostu nie mają jak i za co się wypromować?
- Jasne. Mam już 42 lata i myślę o przyszłości. Zgłaszają się do nas setki młodych artystów i zespołów, które reprezentują sobą niezwykły poziom, a przecież moja firma powstała raptem miesiąc temu. To niewiarygodne, ale podesłano nam już ponad 1500 piosenek, które naprawdę warte są uwagi. I to są artyści naprawdę z całego świata: Japonii, Rosji, Polski, Niemiec, USA...
Wielu artystów pojawia się też dzięki programom telewizyjnym. Weźmy na przykład Idola albo X Factor. Co sądzisz o tego typu produkcjach?
- Uważam, że to świetna możliwość dla każdego, kto chce zaistnieć. To dobrze, że każdy utalentowany muzycznie człowiek ma możliwość pokazania się na scenie. Wielu ludzi śpiewa gdzieś po knajpach, klubach, pubach czy w innych gów...ch miejscach. I nagle takie programy okazują się dla nich furtką do kariery. Oczywiście, jeśli ma się talent. Przemysł muzyczny zmienił się bardzo w ciągu ostatnich lat.
Wystarczy wejść na twoją stronę, żeby przekonać się, że jesteś niezwykle zapracowana. Jest jakieś miejsce na ziemi, w którym nie wystąpiłaś?
- Chyba nie (śmiech). Właściwie to pojawiłam się wszędzie, gdzie można sobie wyobrazić. Grałam w Indiach, w Południowej Ameryce, w krajach Europy Wschodniej... Zjechałam chyba cały świat. Uważam, że trzeba być totalnie oddanym swoim fanom. To niezwykle ważne.
Masz ich wielu w Polsce. Wspomniałaś o Sopocie, teraz wróciłaś z Bydgoszczy. Co takiego najbardziej podoba ci się w polskiej publiczności?
- 15 czy 16 lat temu chyba po raz pierwszy zagrałam w Polsce. To było w Warszawie, podczas jakiegoś programu telewizyjnego. Pamiętam, że publiczność była niesamowita. Teraz, kiedy zagrałam w Sopocie, wszyscy byli dla mnie niezwykle życzliwi. Publiczność zawsze reaguje żywiołowo, a to liczy się najbardziej chyba dla każdego artysty. No i to, że są mu lojalni i oddani.
Zaskoczona? Przecież zawsze byłaś w Polsce bardzo popularna.
- Naprawdę nie zdawałam sobie z tego sprawy! Nie byłam w Polsce przez dość długi czas i nagle festiwal w Sopocie mi to uświadomił. Kiedy wyszłam na scenę i zaczęłam śpiewać „I surrender”, publiczność wstała z miejsc i śpiewała razem ze mną. To niesamowite wrażenie – wiedzieć, że lata pracy tak mocno zapadły komuś w pamięci.
W jaki sposób wyjaśniłabyś więc fenomen muzyki lat 80.?
- To były czasy, w których istniało i pracowało wielu dobrych artystów. Przecież wtedy był i Kajagoogoo, i Kim Wilde, i Modern Talking, i Sandra, i Spandau Ballet, a także wielu innych doskonałych artystów. Muzyka była wtedy niezwykła. Melodie mały sens, słowa miały przekaz i wszystko to potrafiło jednoczyć ludzi. Piosenki zapadały w pamięci i to było niesamowite. Potem nadeszła nowa dekada i coś dziwnego zrobiło się z muzyką.
Sama zaczynałaś swoją karierę w wieku 15 lat, kiedy podpisałaś pierwszy kontrakt płytowy. Patrząc teraz na siebie, z perspektywy czasu, myślałaś kiedykolwiek o tym, że gdzieś uciekła ci młodość, że zaczęłaś za wcześnie?
- Nie do końca, bo wszystko zależy od tego, jakim się jest dzieckiem. Jak na 15-latkę byłam całkiem dojrzałą dziewczyną. Poza tym moi rodzice bardzo mi wtedy pomagali i wspierali mnie. Nie pozwoliliby na to, żebym angażowała się w jakiekolwiek projekty muzyczne, gdyby nie mieli pewności, że sobie z tym nie poradzę. Mój tata był nawet moim managerem do czasu, kiedy skończyłam 25 lat. Byłam otoczona profesjonalną opieką.
Co byś doradziła dziewczynom, które dziś mają tyle lat, co ty wtedy i chcą za wszelką cenę rozpocząć karierę?
- Przede wszystkim, jeśli są mocno związane ze swoimi rodzicami, to radziłabym, żeby rodzina i dom były dla nich najważniejsze tak długo, jak to tylko możliwe. Wielu młodym ludziom wydaje się, że jeśli opuszczą dom rodzinny, wyjadą do wielkiego miasta i zaczną szukać wielkiej kariery, to wszystko będzie w porządku i wszystko się uda. A może być całkiem na odwrót. Świat jest szalony i nieobliczalny.
Czy jest coś, czego żałujesz albo zrobiłabyś inaczej?
- Hmmm... Może żałuję kilku związków? Może inaczej bym w nich funkcjonowała (śmiech)? I nie chodzi mi wyłącznie o związki prywatne, ale także te, które dotyczyły interesów.
Promujesz właśnie płytę „Angiel with an Attitude”. Patrząc na twoje życie prywatne i muzyczne, można pomyśleć, że to autobiografia i do tego podkreślona już samym tytułem płyty.
- Sama bym tak powiedziała. Kilka lat temu pisałam swoją autobiografię, w której opisywałam wiele ze swojego życia i w tym samym czasie pisałam materiał na tę właśnie płytę, bo chciałam, żeby ludzie poznali prawdziwą Samanthę Fox.
No właśnie. Na swojej stronie internetowej mówisz, że ta płyta to prawdziwa ty. W takim razie, jaka byłaś na poprzednich płytach?
- Poprzednie płyty to po prostu świetna zabawa. Byłam wtedy młodą dziewczyną. Robiłam to, co wielu młodych ludzi robi w młodym wieku i tego dotyczyły moje poprzednie wydawnictwa. W końcu postanowiłam stworzyć płytę, która opowie o mnie. O tym, co było złe i o tym, co było dobre w moim życiu. A wiadomo, że człowiek przechodzi przez wiele rzeczy, kiedy dorasta aż w końcu osiąga dojrzałość i przejmuje odpowiedzialność za swoje życie. Jednak nawet najtrudniejsze chwile są po to, żeby z nich wyjść silniejszym, a wszystkie błędy, jakie popełniamy, są po to, żeby nas czegoś nauczyć i żebyśmy stali się lepszymi ludźmi. I taki właśnie jest przekaz mojej płyty.
Dlaczego twoi polscy fani powinni sięgnąć po tę płytę?
Choćby dlatego, że opowiada o niezwyklej sile. Przecież każdy Polak, który zdecydował się na życie w Wielkiej Brytanii zasługuje na „kciuk w górę”. Wielu z was zdecydowało się zmienić swoje życie, przyjechać tu, podjąć się ciężkiej pracy i rozpocząć fantastyczne kariery. Sama mam sąsiadów Polaków, moja siostra ma przyjaciół Polaków i to naprawdę cudowni ludzie. Zdaję sobie sprawę z tego, że przyjazd tutaj był dla nich wielką zmianą w życiu. Wszyscy podejmujemy wielkie, życiowe decyzje i okazuje się, że wielu z nas podąża przynajmniej podobnymi ścieżkami. Mi też było ciężko z dziewczyny z trzeciej strony „The Sun” stać się międzynarodową piosenkarką. Zapracowałam na to naprawdę ciężko. Zawsze byłam pełna szacunku dla każdego, kto odważył się zmianić swoje życie i osiągnąć nowe cele.
Bardzo dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał: Filip Cuprych
Dodaj do ulubionych
Startuj z nami















Drukuj
Wyślij
Wasze komentarze
Portal Goniec.com nie bierze odpowiedzialności za treść zamieszczonych tutaj opinii i zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z Netykietą.Brak komentarzy.