Cenię Polaków za upór
Opowieść o losach imigranta z Europy Wschodniej, którym śmiało może być każdy z nas, zatytułowana „The Road Home” autorstwa Rose Tremain, zdobyła główną nagrodę w wysokości 30 tys. funtów w konkursie literackim sieci komórkowej Orange.
Książka opowiada o losach wdowca, który wraz z córką przybywa do Wielkiej Brytanii i chce znaleźć dla nich lepsze życie. Opowieść zawiera wiele istotnych wątków, wśród których na szczególną uwagę zasługuje zderzenie kulturowe, jakiemu główny bohater Lew musi stawić czoła.
– Wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że książka może być fantastycznym ćwiczeniem na współczucie. Autorce udało się wcielić w postać imigranta z Europy Wschodniej i umiejscowić go w brytyjskich realiach. –stwierdziła przewodnicząca kapituły konkursowej Kirsty Lang.
Z autorką rozmawia dziennikarz Goniec.com Filip Cuprych.
Czy przed lub w trakcie pisania książki spotykała się Pani z Polakami? A jeśli tak, to czy można powiedzieć, że „The Road Home” jest po części czyjąś biografią?
Rose Tremain: Rozmawiałam z wieloma Polakami pracującymi na plantacjach owoców i warzyw we wschodniej Anglii. Opowiadali mi o swoich przeżyciach na Wyspach, o swoich odczuciach, wrażeniach, o ich tęsknocie za domem rodzinnym, o poczuciu wyizolowania zamiast integracji z innymi ludźmi. Te wszystkie przemyślenia przypisałam mojemu bohaterowi, Lwu. Niemniej, moja książka to czysta fikcja. Nie należy też zapominać o tym, że Lew nie jest tak naprawdę Polakiem. Lew to nie jest też przecież typowe polskie imię. Kraj, z którego on pochodzi, praktycznie sam w sobie nie istnieje. To miejsce, które składa się z wielu elementów. Lew jest imigrantem z Europy Wschodniej, ale nie precyzuję, skąd dokładnie.
Pisząc czyjąś historię, musiała Pani w jakiś sposób stać się tą postacią. W jaki sposób to Pani zrobiła? Jak tworzył się charakter Pani bohatera?
Myślę, że to wygląda tak, że kiedy tylko zrodzi mi się w głowie jakaś postać, o której chcę pisać, od razu wiem już prawie wszystko na jej/jego temat. Potem po prostu tworzę historię i zadaję sobie różne pytania, na przykład: jak by ta postać radziła sobie w takich czy innych realiach? I potem powoli na nie sobie odpowiadam. Ten cały proces nigdy nie stanowił dla mnie żadnego problemu. Tak było w przypadku każdej z napisanych przeze mnie książek.
Co Pani myśli o Polakach pracujących w Wielkiej Brytanii?
Ci, z którymi się spotykałam i rozmawiałam, byli niezwykle przyjaźni, sympatyczni i naprawdę ciężko pracowali. Byli też przy tym bardzo pomysłowi. Proszę mi wierzyć, niezwykle ciepło wspominam czas, jaki z nimi spędziłam, mimo pewnych drobnych problemów językowych. Ale oni byli też nieco przybici, zasmuceni. Kilku z nich pożyczyło samochód i kiedy jechali do Ipswich, ten samochód, w którym było 10 osób, uderzył w drzewo. Nikomu nic się nie stało, ale auto jest kompletnym wrakiem. Nie mogę jednak powiedzieć, że związałam się z nimi jakoś emocjonalnie. Nie mam żadnych polskich znajomych wśród tych, którzy w ostatnich latach przybyli do Wielkiej Brytanii. Mam za to wielką przyjaciółkę, polską Żydówkę, która zaraz po wojnie uciekła z Polski. Tak jak wielu współczesnych imigrantów jest niezwykle silną osobą.
Myśląc o Polakach, za co ich Pani szczególnie podziwia?
Podziwiam za siłę, upór i determinację. Jest naprawdę bardzo trudno stworzyć choćby namiastkę domu w obcym miejscu. Wydaje mi się, że zdecydowana większość Polaków potrafi to zrobić. Niemniej, wielu z nich tęskni za domem i rodzinami. I tak jak Lew pewnego dnia wyruszą w drogę powrotną.
A czy jest coś, co Panią w Polakach drażni?
Każda społeczność ma jakieś cechy, których inni nie akceptują. Jedną z rzeczy, które mnie niepokoją, jest to, że niektórzy Polacy nawet nie starają się nauczyć języka angielskiego. Zapewniam Pana, że gdybym wybrała Polskę na nowe miejsce życia, nawet tymczasowe, to robiłabym wszystko, żeby się nauczyć języka polskiego.
Dlaczego wybrała Pani właśnie Polaka na bohatera swojej powieści?
No właśnie, tu pojawiają się pewne niejasności. Lew nie jest Polakiem. Chciałam, żeby był „mieszaniną” różnych narodowości. Chodziło mi tylko o to, żeby reprezentował sobą Europę Wschodnią, tę ogromną masę ludzi z ich tęsknotami i ich rozczarowaniami. W niektórych recenzjach książki mówi się też o tym, że Lew jest Rosjaninem. A nie jest.
Czy była jakaś część powieści, której ostatecznie zdecydowała się Pani nie publikować bądź nawet nie wspominać?
Nie, nie było niczego takiego. Nawet negatywna postać matki Lwa, Iny, pojawiła się w książce celowo. Symbolizuje ona relacje między młodymi Polakami a ich rodzicami. Oni nie do końca zgadzali się z decyzją swoich dzieci, które chciały wyjechać, znaleźć tu pracę, tu mieszkać i żyć.
Kto powinien być odbiorcą Pani książki: Brytyjczyk czy Polak?
Książka opowiada o tym, jak my, Brytyjczycy, traktujemy ludzi takich jak Lew, i o tym, jak każdy potencjalny Lew odbiera nas samych. Wiele brytyjskich zjawisk kulturowych i społecznych szokuje mojego bohatera, bo są też ku temu powody. Myślę, że „The Road Home” jest książką dla każdego.
Czego Brytyjczycy powinni się nauczyć, czytając Pani powieść?
Mam nadzieję, że brytyjscy czytelnicy przestaną w końcu traktować imigrantów jak jakąś ludzką masę bez twarzy. Mam też nadzieję, że zaczną w końcu traktować ich jako grupę, w której każdy może opowiedzieć niezwykłą historię. W końcu mamy te same nadzieje i obawy.
A czego powinni nauczyć się Polacy?
Brytyjska społeczność jest niezwykle złożona, multikulturowa. Polacy powinni zawsze brać to pod uwagę, jeśli decydują się na przyjazd do Wielkiej Brytanii. Na końcu książki Lew zrozumiał w końcu część tej złożoność, choć niezwykle go ona rani, zbija z tropu. Myślę, że Lew doskonale opisuje swoją sytuację słowami „w domu wszystko jest prostsze”.
Dziękuję za rozmowę.
Dodaj do ulubionych
Startuj z nami
















Drukuj
Wyślij

Wasze komentarze
Portal Goniec.com nie bierze odpowiedzialności za treść zamieszczonych tutaj opinii i zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z Netykietą.Brak komentarzy.