20.11.2008  
Goniec Polski
Chat - Goniec Polski
Chat
Forum - Goniec Polski
Forum
Blog - Goniec Polski
Blogi
Skrzynka e-mail
E-mail 2 GB
Login: Hasło:
Nie masz konta? Załóż je teraz!

Humoturyści jadą nad Wisłę

2008-09-01 12:20:46
Aktualizacja: 2008-09-01 12:24:03
Humoturyści jadą nad Wisłę
Dlaczego Brytyjczycy tak chętnie jeżdżą do Polski? Może wpływ na to ma ich ironia, a podróż do kraju nad Wisłą to dla nich takie „wakacje z żartem”? Na przykład Katowice to dla angielskiego autora przewodników po polskich miastach „jedyne miejsce na świecie, w którym swój ślad pozostawili Marsjanie”.

Zmalała liczba zagranicznych turystów przyjeżdżających do Polski – poinformował niedawno Instytut Turystyki. W pierwszym kwartale tego roku nasze rodzinne strony odwiedziło 13,2 mln osób z zagranicy, czyli o 10 proc. mniej niż w zeszłym roku. Jak więc wytłumaczyć fakt, że jedyną nacją, u której można zaobserwować wzmożone zainteresowanie naszym krajem, są Brytyjczycy?

Specjaliści z Instytutu Turystyki tłumaczą, że liczne odwiedziny Polski zostały ograniczone wraz z umocnieniem się naszej waluty. Z tego powodu zmalała liczba gości z Niemiec, którzy chętniej wybierali się w podróż do mniej uszczuplających portfel Czech.
O 17 proc. zmniejszyła się liczba przybyszów z takich krajów zamorskich, jak Japonia, Kanada i Australia. Polskie granice przekroczyło też o 5 proc. mniej turystów ze Stanów. Zaskakujący jest więc fakt, że jedynymi krajami, z których przyjeżdża do nas coraz więcej osób, są Wielka Brytania i Irlandia.
 
Według londyńskiego Polish National Tourist Office, od 2005 roku liczba turystów z Wysp zwiększa się bowiem stale, co roku o 20 proc., a w pierwszym kwartale tego roku tendencja ta została podtrzymana.

Skoro więc większość zagranicznych gości narzeka na drożyznę w naszym kraju, a co więcej, według danych branżowego pisma „Hotelarz”, nie podoba im się panująca u nas pogoda, dlaczego Brytyjczycy mimo wszystko tak chętnie odwiedzają Polskę? Być może odpowiedź na to pytanie znajdziemy w najnowszym przewodniku po Katowicach, wydawnictwa In Your Pocket, napisanym przez Anglika – Aleksa Webbera.

„Gdzie były Katowice, kiedy Bóg rozdzielał urodę?” – tak przewrotnie zaczyna swoją opowieść Brytyjczyk i choć kilka razy powtarza, że „miasto piękne nie jest”, to na koniec dodaje, że na pewno może turystę zafascynować. Brytyjczyk, z właściwym dla Wyspiarzy dystansem, odkrywa w Katowicach duże pokłady humoru. Opisując katowicki Spodek, sugeruje, że Katowice to jedyne miasto na świecie, gdzie zostawili coś po sobie Marsjanie.

- Na dodatek ktoś z powalającym poczuciem humoru zdecydował, by Spodek grał melodyjkę znaną z "Bliskich spotkań trzeciego stopnia" Stevena Spielberga – śmieje się autor.

Webber z dużą, przejawiającą się w podobny sposób, sympatią opisuje również muzeum kanalizacji, Rynek, w którym próżno szukać Rynku, czy też liczne ślady komunizmu obecne w naszym kraju.

Nie da się ukryć, że brytyjski turysta opisujący miasto lubi po prostu tropić nonsensy, znajduje je w polskim mieście, a to sprawia, że zaczyna mu się ono podobać. - Jeśli chcesz odkryć kompletnie szalony, nieodkryty i niewytłumaczalny zakątek Polski, trafiłeś idealnie – podsumowuje autor.

- Takie jest właśnie nasze miasto, na pierwszy rzut oka nie zachwyca, ale potrafi bardzo pozytywnie zaskoczyć. Wiemy, że obcokrajowcom to się bardzo podoba - przyznaje na łamach „Dziennika Zachodniego” Marcin Stańczyk z wydziału promocji i informacji urzędu miasta.

W podobny sposób Webber opisał już 18 polskich miast, przyczyniając się w pewnym stopniu do tego, że jego rodacy chętniej przyjeżdżają do naszego kraju. Czyżby więc tajemnica wzmożonej turystyki z Wysp do Polski kryła się w angielskim poczuciu humoru i współgrającej z nim estetyce polskich miast? Jeśli coś w tym jest, to może mamy do czynienia z nowym rodzajem turystyki - humoturystyką.


Piotr Kalisz - Goniec.com

Wasze komentarze Dodaj komentarz

Portal Goniec.com nie bierze odpowiedzialności za treść zamieszczonych tutaj opinii i zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z Netykietą.

Brak komentarzy.